justin bieber

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Rozdział 19

-Kochanie wpuść mnie – walił w drzwi tak mocno, że w pewnym momencie przeszył mnie strach.
Mimo to, przysiadłam na brzegu wielkiej wanny i kryjąc usta w dłoniach, śmiałam się w niebo głosy.
-Haniu, otwórz. – prosił.
-Nie.
-Nie?
-Nie.
-Dlaczego ? – zapytał, a w jego głosie wyczułam nutkę rozczarowania.
-Bo właśnie się rozbieram – wiem, że to był cios poniżej pasa, że nie powinnam grać w ten sposób.
-Ejjj co ja takiego zrobiłem ?
-Nic. Po prostu próbuję Cię nauczyć choć odrobiny cierpliwości. Zresztą nie uważasz, że zbyt często, jeśli nie zawsze, masz zawsze to co chcesz ?
-Tak, to prawda. Czy coś to zmienia ? – słyszałam jak siada pod drzwiami.
-Nie. Chciałabym po prostu, abyś zrozumiał, że czasem niektórzy nie mają ochoty na to co Ty. I, że na niektóre rzeczy czasem trzeba trochę poczekać.
-Wiem o tym. Nie uważasz, że na wszystko co osiągnąłem, musiałem czekać ? Jestem cierpliwy i znam znaczenie słowa ‘nie’. Tylko po prostu nie mogę Ci się oprzeć.
Przygryzłam dolną wargę i usiadłam na podłodze przy drzwiach.
-Na mnie nigdy nie czekałeś.
-Więc po co to zmieniać?
-Justin czy Ty nie myślisz czasem, patrząc, spotykając się ze swoimi pięknymi fankami, że popełniłeś błąd? – zapytałam całkiem poważnie. To pytania od dawna mnie gnębiło.
-Błąd? – powtórzył.
-Jesteś ze mną i tym samym gdy widzisz dziewczynę ładniejszą ode mnie, nie możesz sobie na nic pozwolić. Nie żałujesz ?
-Hania co to za pytanie ? Oczywiście, że nie żałuję. I uwierz, że nie ma dziewczyny ładniejszej od Ciebie. Poza tym, ile już razy Ci powtarzałem, że nie to się liczy ?
-Ale ma ogromne znaczenie.
-Ma znaczenie, ale nie ogromne. Nie byłbym z dziewczyną, która wizualnie mi się nie podoba. Zresztą czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak rzadko uroda chodzi w parze z inteligencją? No właśnie. Doskonale wiesz, że ja lubię dziewczyny elokwentne, które w głowie mają coś więcej niż cennik salonu kosmetycznego czy fryzjera.
Zaśmiałam się.
-Dlaczego siedzisz na podłodze? – zapytał.
-Bo Ty też siedzisz – odparłam wzruszając ramionami.
-Rozebrałaś się już ?
-Nie.
-To znaczy, że kłamałaś?
-Chyba tak.
-To dobrze. To znaczy, źle że kłamałaś, ale dobrze, że wciąż jesteś w ubraniu.
Zaśmiałam się słysząc jego odpowiedź.
-Dlaczego ?
-Bo wiesz, że ściąganie z Ciebie tego, w czym wyglądasz doskonale, sprawia mi wielką przyjemność.
Wstałam, odkręciłam wodę i patrzałam jak w wolnym tempie wypełnia środek, ogromnej, dokładnie umytej wanny.
-Mówiłam Ci już kiedyś, że czasem nie wierzę w to co mówisz? – zapytałam łapiąc za klamkę.
-Dlaczego ?
-Bo to brzmi tak idealnie, że aż niewiarygodnie.
-To znaczy, że nie wierzysz w moje uczucia.
-Wierzę. Zawsze wierzyłam i zawsze wierzyć będę. Nieważne. – przekręciłam kluczyk i uchyliłam drzwi, szturchając Biebsa w ramię. W błyskawicznym tempie podniósł się na nogi.
-Kocham Cię. – odparłam patrząc mu w oczy.
-Wiem. – objął mnie w pasie. Przywarł swoimi wargami do moich i muskał je tak, jakby bał się, że za chwilę znów coś zrobię. Wsunął swój język do moich ust i całował mnie tak, jak za pierwszym razem. Przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Wsunęłam dłonie pod jego koszulkę. Odsunął się krok do tyłu, ściągnął koszulkę i rzucił ją gdzieś za siebie. Przycisnął mnie do zimnej ściany w łazience i przylegając swoim ciałem do mojego, błądził dłońmi po moim ciele. Rozpalonymi wargami muskał moją szyję. Wbiłam paznokcie w jego plecy, szepnęłam mu do ucha, że jest cudowny i cicho jęknęłam. Bieber odwrócił mnie tyłem, prawą dłonią przejechał po moim udzie i zaczął rozpinać moją sukienkę. Opuściłam ręce w dół i sukienka ześlizgnęła się na podłogę. Obróciłam się twarzą do niego i znów zaczęliśmy się całować. I wtedy zadzwonił jego telefon. Justin nie zamierzał przerywać.
-Odbierz – szepnęłam.
-Nie.
-Odbierz. To, może być coś ważnego.
Spojrzał na mnie rozczarowany, obrócił się na pięcie i poszedł odebrać. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki.
-Co ? Nie myślałem o tym jeszcze – odpowiadał grzecznie, przewracając oczami.
Otworzyłam swoją walizkę i spróbowałam odnaleźć moją kosmetyczkę z kosmetykami. Kiedy pod stertą ubrań wreszcie ją znalazłam, wróciłam do łazienki.
Nie wiem na ile ważna, była ta rozmowa, ale nie zamierzałam czekać. Wlałam do wanny trochę płynu czekoladowego i zanurzyłam się w gorącej kąpieli. Po niecałym kwadransie dołączył Biebs.
-Przepraszam. – oparł się o futrynę drewnianych drzwi.
-Nie ma za co. A mogę wiedzieć kto dzwonił ? - uśmiechnęłam się.
-Ryan.
Domyśliłam się, że chodziło o wakacje.
-To było coś ważnego ? – zapytałam, wodząc palcami po dekolcie.
-Nieeee – odparł, ściągając spodnie.
Po kilku sekundach był już w wannie. Przytuliłam się do niego, oparłam dłonie na jego udach, a on objął mnie w pasie.
-Jak Ci minęło popołudnie z Jasmine ? – zapytał nagle.
-W porządku.
-W porządku dla Ciebie, dla niej, czy dla Was obydwu ?
-Dla mnie i dla niej.
-Czyli nie uderzyłaś jej ?
-Nie.
-Dzięki Bogu!
-Skąd w ogóle przyszło Ci to do głowy? Nie miałam zamiaru zachowywać się jak 10cio letnie dziecko. Chciałam wyłącznie porozmawiać.
-I ?
-Co ‘i’ ? Powiedziałam to co chciałam powiedzieć i tyle. Następnym razem nie będę taka dobroduszna.
-Nie będzie następnego razu.
-Mam nadzieję. – wzięłam w dłonie trochę piany i dmuchnęłam.
-Robiłem tak, gdy byłem dzieckiem.
-Ja też.
-Mama zawsze była zła, bo w całej łazience było pełno wody. Tak bardzo lubiłem się bawić w wannie.
-I co jeszcze lubiłeś ? – zapytałam, opierając głowę na jego klatce piersiowej.
-Grać.
Po długiej, gorącej kąpieli, położyliśmy się do łóżka i wtuleni w siebie oglądaliśmy ‘Karate Kid’.
Rano kiedy się obudziłam, Justina nie było. Zawołałam go, ale nikt nie odpowiadał. Obróciłam się na drugi bok, ale nie mogłam już zasnąć. Wstałam i poszłam do łazienki. Umyłam się po czym wyciągnęłam z walizki moją ulubioną białą sukienkę. Ubrałam się i już miałam wychodzić z pokoju, ale wrócił Justin.
-Dzień dobry kochanie – przywitał mnie słodkim całusem.
-Dzień dobry. Gdzie byłeś?
-Co?
-Pytałam gdzie byłeś.
-Aaaaa u Kenny’ego –odparł zmieszany.
Nie podobała mi się ta odpowiedź, ale nie chciałam się wypytywać., bo byłby skłonny pomyśleć, że go o cokolwiek go podejrzewam.
-Pattie jest na dole, w restauracji. – odparł z uśmiechem.-Idziesz na śniadanie ? Bo ja niestety muszę jechać.
-Dokąd ? – zapytałam, patrząc jak zmienia koszulkę.
-Mam wywiad. – spojrzał na mnie i uśmiechnął się, ukazując rząd idealnych ząbków.
-Mhm. Do zobaczenia później – odparłam i odeszłam w stronę drzwi.
-Zaczekaj! – krzyknął. – jesteś zła?
-Na co miałabym być zła? – złapałam go za podbródek – po prostu jestem głodna.
Musnęłam jego wargi, spojrzałam mu w oczy i odeszłam.

-A gdzie Jasmine? Widziałaś się z nią? – zapytała Pattie, popijając kawę.
-Nie, wczoraj po raz ostatni.
-To dziwne. Czekaj, zaraz przyjdzie Kenny to może się czegoś dowiemy.
-Kenny? – zapytałam zaskoczona.
-Kochanie coś się stało ?
-Nie. Wszystko w porządku.
-Chyba Cię coś zdenerwowało.
-Nie. Naprawdę wszystko jest okej, ale dlaczego Kenny nie jest z Justinem ?
-Nie mam pojęcia, powiedział, że sam pojedzie.
-A jak coś mu się stanie ? – zapytałam. Choć wcale nie to miałam na myśli. Przeczuwałam, że jest z Jasmine.
Kiedy w końcu Kenny do nas dołączył, postanowiłam dyskretnie go wypytać.
-Wyspałaś się mała? – zapytał, nalewając sobie soku.
-Mhm, a Ty duży?
Pattie się zaśmiała.
-Jasne, gdyby Justin nie obudził mnie tuż przed 8 zapewne odpowiedź byłaby dużo lepsza.
-Przed 8 ?
-Taaaak. – odparł, przeżuwając Tosta.
-A co tak długo robiliście ? – zapytałam.
-Długo? Był u mnie zaledwie 3 minuty, tylko powiedział, że na wywiad pojedzie sam.
-Hania coś nie tak ? – zapytała Pattie. Kenny odłożył Tosta na talerz i uważnie na mnie patrzał.
-Nieee, skądże. Tylko coś mi się tu nie zgadza.
-Mianowicie ?
-Skoro był u Ciebie zaledwie 3 minuty, co robił w międzyczasie jeśli do pokoju wrócił chwilę przed 10 ?
Oboje się na siebie spojrzeli. Albo coś wiedzieli i bali się powiedzieć, albo naprawdę nic nie wiedzieli i sami zastanawiali się o co tu chodzi. W tym momencie Łzy napłynęły mi do oczu, nic nie mówiąc wstałam i poszłam w stronę windy. Jadąc na właściwe piętro, zastanawiałam się czy najpierw zabić ją, czy jego.
_________________________________
Tagi: opowiadanie
01.05.2011 o godz. 22:50

Rozdział 18

Zostawiłam ją samą i pojechałam z powrotem do miejsca, w którym Biebs miał grać koncert. Wysiadałam z samochodu, gdy nagle jak z pod ziemi wyrósł Kenny.
-Gdzie Ty byłaś tak długo ? – zapytał, łapiąc mnie za łokieć i ciągnąc za sobą, nie dając nawet szansy, bym mogła zabrać torebkę z tylniego siedzenia.
-Z Jasmine. Co się dzieje? Dlaczego się tak spieszysz ? – zapytałam, obracając się do tyłu i rzucając wzrokiem na samochód. –Mogę zabrać torebkę ?
-Uwierz mała, że nie będzie Ci potrzebna. Zostało 5 minut, Justin się denerwuje, bo chce zacząć gdy Ty już tu będziesz.
-Co ? Nie mogliście zadzwonić ? – spojrzałam na niego zdziwiona.
-Powiedział, że nie chce Cię osaczać. – spojrzał na mnie tak, że o nic już nie pytałam.
Wbiegliśmy tylnim wejściem, tak by nikt mnie nie zauważył. Biebs siedział na krześle, z głową spuszczoną w dół i dłońmi ułożonymi jak do modlitwy.
-Co Ty robisz ? – zapytałam stając w progu.
-Czekam na Ciebie kochanie. – musnął wargami moje usta. – Możemy zaczynać ?
-Mnie o to pytasz ? – wytrzeszczyłam oczy.
-Tak. Gotowa?
-Ja? A na co mam być gotowa? Justin nie żartuj. I niech Ci nie strzeli do głowy żaden głupi pomysł.
-Nie martw się o to, ja mam same dobre pomysły.
-Właśnie tego się obawiam.
-Dobra, zaczynamy! – krzyknął.
Cała ekipa stojąc w kółku, słuchała ostatnich słów Justina, które pełny były nadziei na to, że koncert się uda i nie będzie żadnych niespodzianek.
Nie wiedziałam o co chodzi, ale nie miałam czasu zapytać, bo Bieber wyszedł już na scenę.
Stałam z boku i przyglądałam mu się. To był drugi koncert na którym jestem, ale pierwszy, który mam szansę obserwować z takiego miejsca, jako jego dziewczyna. Nagle przed oczami stanęły mi wydarzenia z tamtego dnia. To jak wyszedł i powiedział, że chce pokazać mi swój świat. Tak pięknie wtedy o tym mówił. Wciąż potrafi to robić. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu, bo był początkiem czegoś co mam nadzieję, będzie już zawsze. Kocham patrzeć na to jak się cieszy, jak jest szczęśliwy. Kocham obserwować te iskierki pożądania w jego czekoladowych oczach, gdy zaczyna mnie całować. Kocham gdy mówi. Kocham gdy się śmieje. Gdy się wygłupia i gdy jest poważny. Uwielbiam gdy krzyczy ‘zwariowałaś?’ , a potem łagodnym szeptem wyjaśnia mi co zrobiłam źle i dlaczego powinnam postąpić inaczej. Uwielbiam obserwować go gdy się złości. Uwielbiam sposób w jaki się rusza. Uwielbiam w nim wszystko. I choć tak wiele razy mówiłam, że jestem świadoma, że ideały nie istnieją, On wciąż udowadnia jak cholernie perfekcyjny jest we wszystkim co robi. Jak bliski jest ideału. Najpierw był podziw, potem nieograniczony szacunek, a potem była i wciąż jest- miłość.
I nagle wszystkie moje myśli zniknęły. Biebs właśnie wybierał kolejną OLLG. Ten moment też pamiętam, jakby wydarzył się wczoraj. Pamiętam jego oddech na mojej skórze, gdy szeptał mi do ucha, że to wszystko jest tak niesamowite i, że zastanawia się co zrobić, by tego nie stracić. Wiedziałam co czuje ta dziewczyna, siedząc na tym krześle. Nieograniczone szczęście, ekscytację, podniecenie, że przez 5 minut może być tak blisko niego, co dawało jej cudowne wspomnienia na całe życie. Smutek i rozgoryczenie, że to tylko 5 minut, że nic nie trwa wiecznie, że nie ma już szans, być tą jedną jedyną. Piękne kwiaty i tiara na głowie, sprawia, że nie widzisz tej kilkutysięcznej publiczności, zapominasz o walącym w piersi sercu, trzęsących się nogach i łzach w oczach. Czujesz się jak księżniczka. I wtedy Twoje 5 minut mija.
Dalej wszystko powinno iść tak jak wcześniej, ale tak się nie stało. Muzyka całkowicie ucichła, Justin zwrócił się do publiczności i zaczął mówić.
-Wiem, że będziecie złe. Wiem jak wiele brzydkich słów teraz wypowiecie, wiem ile łez popłynie. Bardzo mi przykro, ale jest tutaj dzisiaj ze mną, dziewczyna, która kiedyś była taka jak Wy. Szczerze zauroczona chłopakiem, który znany był jej tylko z kolorowych gazet. I choć wydawało jej się, że tak dobrze go zna, nie wiedziała tego co było najważniejsze. Tego, że On był gotów oddać jej swoje serce. – odwrócił się i wolnym krokiem zaczął iść w moją stronę.
-No mała, teraz Twoja kolej – szepnął mi do ucha Kenny.
Spojrzałam na niego przerażona, uśmiechnął się delikatnie i skinął głową na Justina, który kontynuował.
-I zrobił to. Oddał jej swoje serce, a ona mu oddała swoje. Kochanie codziennie powtarzam Ci jak ważna dla mnie jesteś, jak bardzo mi na Tobie zależy, jak jestem Ci wdzięczny za to szczęście, którym mnie obdarzasz. Wiem, że jest mnóstwo sposobów na to, by Ci podziękować, ale wszystkie są zbyt banalne. Ten też taki jest. – Bieber stał już naprzeciwko mnie, złapał mnie za rękę i zaczął się cofać do tyłu. – Chciałbym, abyś jeszcze raz usiadła na tym krześle, abyś przypomniała sobie tamten wieczór.
Usiadłam na wyznaczonym miejscu i czułam się dokładnie tak jak wtedy. Trzęsłam się jak galaretka, ale byłam szczęśliwa. Jedyne co różniło ten wieczór od tamtego, to fakt, żeJustin Bieber jest mój.
-Bardzo Cię kocham i wiem, że jesteś tą na całe życie. – uśmiechnął się.
Muzyka zaczęła lecieć i po kilku sekundach usłyszałam pierwsze wersy piosenki. Biebs stał przede mną trzymając mnie za rękę i śpiewał.
[..]and when you hold my hand, then I understand that it's meant to be
'Cause baby when you're with me It's like an angel came by and took me to Heaven..
Łzy zaczeły mi spływać po policzkach. Cała zdenerwowanie uszło ze mnie jak powietrze z pękniętego balona. Nie słyszałam muzyki, nie słyszałam tych wszystkich wrzasków. Słyszałam tylko jego głos.
Justin skończył śpiewać, odłożył mikrofon na ziemię, objął dłońmi moją twarz i mocno mnie pocałował. Kenny podszedł do nas z ogromnym bukietem czerwonych róż. Biebs wziął je od niego, spojrzał na mnie i powtarzając kolejny raz jak bardzo mnie kocha, wręczył mi je. Chciałam podziękować, chciałam powiedzieć cokolwiek , ale nie mogłam. Fani zaczęli klaskać. Z niektórych stron dolatywały do mnie obraźliwe epitety, które jednym uchem wpuszczałam, a drugim wypuszczałam, bo nie miały one dla mnie żadnego znaczenia. W końcu otworzyłam usta i podziękowałam mu, odpowiadając słowami, którymi on obdarował mnie dziś już z tysiąc razy. Złapał mnie za rękę i odprowadził do Kenny’ego. Pattie stała z boku, jej oczy błyszczały. Płakała.
Bieber wrócił na scenę i kontynuował koncert.
-Dziecko – ruszyła w moją stronę z otwartymi ramionami –Tak bardzo się cieszę i jestem z Was taka dumna – tuliła mnie mocno do siebie, jedną ręką gładząc po włosach. – Jesteście tacy młodzi, a łączy Was takie uczucie, że sama Wam zazdroszczę.
Zaśmiałam się cicho. Często sama zastanawiałam się nad tym, jak możliwa jest miłość między dwojgiem tak młodych ludzi, którzy nie mają za sobą żadnych doświadczeń. I dopiero wtedy uwierzyłam, że miłość naprawdę nie wybiera.
Staliśmy w holu hotelu, Pattie już szła w kierunku windy, a Justin rozmawiał z Kennym o jutrzejszym dniu. Widziałam jaki jest zmęczony, mimo to wciąż się uśmiechał. Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy do jego pokoju. Za nami Kenny z moją ogromną walizką.
-Dziękuję duży – uśmiechnęłam się do niego i objęłam go w pasie na tyle, na ile pozwalał mi jego brzuch.
-Nie ma za co. Śpijcie dobrze, jutro pierwszy od dawna dzień, gdy nie trzeba wcześnie wstawać. – powiedział i wycofał się z pokoju. Zamknęłam za nim drzwi.
-Więc moja droga panno na czym skończyliśmy ? Albo raczej, od czego powinniśmy zacząć ? – zapytał Justin, przyciskając mnie do ściany. Zarzuciłam ręce na jego szyi.
-Od kąpieli. – musnęłam jego rozpalone wargi.
-Mmm brzmi świetnie.
-A potem położymy się do łóżka, jak grzeczne dzieciaki i pójdziemy spać – rozwiałam jego wszelkie nadzieje na to, że ten wieczór skończy się tak jak byśmy chcieli.
-Jak to ? Nie chcę mi się spać.
-Chce. Widzę, że jesteś bardzo zmęczony.
-Ale tęskniłem za Tobą, o Panu Bakłażanie nie wspomnę. – spojrzał na mnie, a w jego oczach tańczyły iskierki nadziei.
-Masz mnie 24h na dobę, 7 dni w tygodniu. – uśmiechnęłam się – Naprawdę zdążysz się mną nacieszyć. Pan Bakłażan również.
-Po raz pierwszy w życiu mi odmawiasz.
-A Ty po raz pierwszy w życiu będziesz musiał się poddać.
-Zrobię to. Pod warunkiem, że pozwolisz mi przynajmniej na wspólną kąpiel.
-A będziesz grzeczny?
-Oczywiście.
-I nie będziesz nic kombinował ?
-Ależ skąd.
Spojrzałam na niego podejrzliwym wzrokiem.
-A Pan bakłażan ?
-Ohh zapomnij. Pan bakłażan też będzie grzeczny. – musnął moją szyję. – Ale chyba trochę się obraził.
Pocałowałam go delikatnie, po czym wsunęłam język do jego ust i zaczęliśmy się całować tak, jakbyśmy nie robili tego od wieków. Kiedy skończyliśmy spuściłam głowę i spojrzałam tam gdzie chyba nie powinnam.
-Wiesz skarbie, nie sądzę, aby Pan Bakłażan był obrażony. – wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Uwolniłam się z jego uścisku i wciąż się śmiejąc pobiegłam do łazienki.
-Eeeeeeej jesteś niesprawiedliwa.
Może naprawdę byłam, ale ten widok zawsze wywołuje u mnie śmiech. I nie wiem jak bardzo musiałabym się starać, żeby się opanować.
_____________________________________________________
28.04.2011 o godz. 21:29

Rozdział 17

Wchodziliśmy do wielkiej hali, gdzie Justin miał mieć próbę. W czasie lotu zadzwoniliśmy do Pattie, by zapewnić ją, że wszystko jest w porządku. Czekała na Nas przed halą.

-Justin czy Ty postradałeś wszystkie zmysły ? Mogłeś chociaż mnie uprzedzić! – krzyczała.

-Mogłem, ale tego nie zrobiłem, bo nie miałem czasu – przeszedł obok niej całkiem obojętnie.

-Kenny ? – zapytała

-Nie patrz tak na mnie, co miałem zrobić ? Zostawić go samego ?

-W ogóle to moglibyście wytłumaczyć mi co się stało ?

-Mamo to historia długa jak ta o śpiącej królewnie. Daj spokój – odparł Justin i wszedł do środka.

-Wszystko jest w porządku, naprawdę – spojrzałam na nią i mimowolnie się uśmiechnęłam. –Chodźmy do środka. Wieczorem wszystko Ci wyjaśnię.

Wchodząc do hali słyszałam radosny głos Jasmine.

-Tak się martwiłam! Jak dobrze, ze nic Ci nie jest. Skąd w ogóle taki pomysł ? – tuliła się do niego, jakby nie widzieli się co najmniej rok. Kiedy w końcu mnie dostrzegła odskoczyła jak oparzona.

-Ohhh cześć – pomachała mi speszona.

-Witaj Jasmine. Wreszcie mogę Cię poznać, tak wiele o Tobie słyszałam.– uśmiechnęłam się.

Biebs spojrzał na mnie zaskoczony moją postawą. Z pewnością spodziewał się jakiejś awantury.

-Wracam do pracy kochanie – pocałował mnie i pobiegł w stronę sceny.

-Długo z nami zostaniesz ? – zapytała

-Przypuszczam, że do końca trasy. A komplikuje to Twoje plany ?

-Plany ? Co masz na myśli – zapytała.

Nie byłam pewna czy robi z siebie idiotkę celowo, czy już taka jest. Stawiam na to drugie.

-Nieważne. Też masz dzisiaj próbę ?

-Nie, dziś wieczorem Justin śpiewa sam.

-Ooo to może pójdziemy na spacer, na zakupy czy obiad ? – spojrzałam na nią swoim najłagodniejszym wzrokiem.

-Jasne – odparła.

-W porządku, to spotkajmy się przed halą za pół godziny, ok. ?

-Jasne.

Poszłam w stronę sceny, uśmiechając się do siebie pod nosem.

-Skarbie jadę z Jasmine do miasta.

-Co ? – źrenice Justina miały wielkość pięciozłotówki.

-Wrócimy za jakiś czas.

-Żartujesz ?!

-Dlaczego miałabym żartować ? Będziemy się świetnie bawić – uśmiechnęłam się – No nie patrz tak na mnie, przecież jej nie zabije. – zaśmiałam się.

-Właśnie tego się obawiam. Kochanie nawet nie znasz miasta, a jeśli się zgubicie ?

-Poradzimy sobie.

-Niech Kenny jedzie z Wami.

-Nie ma takiej potrzeby.

Justin zeskoczył ze sceny. Podszedł do mnie i objął mnie.

-Obiecaj mi, że nie zrobisz jej krzywdy. – szepnął.

-Nie zrobię jej krzywdy! – zaśmiałam się – Skąd w ogóle taki pomysł.

Odsunął się ode mnie.

-Oboje doskonale wiemy skąd taki pomysł.

-Nie jestem dzieckiem Justin. Nie będę jej targać za włosy. Nie musisz się martwić.

-Gdyby coś się działo dzwoń – pocałował mnie.

-Będę – oddałam mu pocałunek. – A czy Ty znajdziesz dla mnie trochę czasu ? – zapytałam wkładając dłonie pod jego koszulkę.

-Oczywiście. Dziś w nocy jestem caaały Twój – przygryzł moją dolną wargę.

-Wiesz czasem mi brakuje tych początków.

-Jak to ?

-Już nie przeżywam wszystkiego tak jak wtedy. Wiem, że z czasem wszystko mija, nasza codzienność staje się rutyną ..

Justin objął dłońmi moją twarz.

-Ale pewne rzeczy się nie zmieniają. Wciąż Cię kocham, nadal gdy Cię tulę czuję jakbym miał w ramionach cały świat. Wtedy wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Wszystko będzie dobrze kochanie. – pocałował mnie w czoło.

-Wiem. – uśmiechnęłam się.

-Uważaj na siebie i pamiętaj co mi obiecałaś.

-Wróci w jednym kawałku.

Pocałowałam go ostatni raz i wyszłam z hali. Jasmine czekała przy samochodzie.

-Gotowa ? – zapytałam, uśmiechając się.

Ciekawa byłam o czym teraz myśli. Czy domyśla się, że wiem.

-Jak Ci się pracuje z Justinem ?

-Dobrze. Strasznie mi pomaga. Dokąd jedziemy ?

-Nie mam pojęcia. Nie znam Paryża. Tam z tyłu powinna być mapa. Poszukasz ?

Byłam zaskoczona jak szybko się odnalazła. Przypuszczam, ze ja miałabym problem.

-Na pierwszym skrzyżowaniu skręć w prawo. A potem cały czas prosto.

-Dokąd jedziemy ? – zapytałam.

-Do galerii. To chyba najlepsza opcja.

-Jasne. Zastanawiam się tylko czy będziemy mogły zrobić cokolwiek w spokoju.

-Dlaczego ?

-Pytasz dlaczego ? Jesteś Jasmine! – uśmiechnęłam się – Na pewno masz tutaj mnóstwo fanów.

-Ohh daj spokój – poprawiła włosy –Pewnie nikt nie zwróci na mnie uwagi.

-Nie bądź taka skromna.

Dotarłyśmy do galerii po niecałym kwadransie. Weszłyśmy do miliona sklepów, Jasmine podobało się dosłownie wszystko.

-W tym wyglądasz genialnie! Naprawdę. Powinnaś to kupić – patrzałam na nią, wypinającą się na prawo i lewo w obcisłej czarnej sukience.

-Myślisz ? A nie wyglądam grubo ?

-Zwariowałaś ? Masz doskonałą figurę.

I naprawdę ją miała. Pomijając to, ze była płaska jak deska.

-W porządku. Biorę to – pisnęła podekscytowana i schowała się w przymierzalni.

Nie wiedziałam jak można być tak głupim. Podniecała się dosłownie wszystkim. Jasmine to ostatnia osoba, z którą mogłabym się przyjaźnić. Szkoda, że Ona sądziła inaczej.

-Cieszę się, ze Cię poznałam. Justin wiele o Tobie mówił. Praktycznie cały czas i za każdym razem w samych superlatywach. Jesteś świetną dziewczyną, czy nie sądzisz, że mogłybyśmy się zaprzyjaźnić ? Pasujemy do siebie! – pisnęła.

Obejrzałam się wokół siebie. Na szczęście nikt nie zwracał na nas uwagi. Czułam się, jakbym siedziała przy jednym stoliku z totalnym przygłupem w ciele lalki Barbie.

-A co jeszcze Justin Ci mówił ? –zapytałam, upijając kolejny łyk okropnie zimnego shake.

-Nie mogę Ci powiedzieć. Jesteś jego dziewczyną. Byłoby Ci przykro – uśmiechnęła się, poprawiając włosy.

-Doprawdy ? Podoba Ci się co ?

-Jasne. Jest uroczy.

-Na tyle, by wyznawać mu miłość ?

-Co ? – zaśmiała się – Daj spokój. Przecież ma Ciebie.

-Pamiętałaś o tym jak całowałaś go wtedy na ulicy przed całą bandą fotoreporterów ?

Jasmine poprawiła się w fotelu.

-Skąd o tym wiesz ?

-Myślisz, że po co leciał do Polski ? Żeby naprawić Twój błąd.

-Ale ja ..

-Ale Ty co ? Nie masz za grosz honoru Jasmine. Poniżanie się sprawia Ci przyjemność ? Wyznawanie miłości kolesiowi, który ma dziewczynę ?

-Mam udawać ?

-Udawać ? Masz trzymać łapy przy sobie dziewczyno. Miałaś nadzieję, ze się zaprzyjaźnimy ? I jak to sobie wyobrażałaś ? Ja i Ty plus Justin ? Czy ja i Justin plus Ty ?

-Przestań.

-Kochasz go, bo potrzebujesz kogoś kto przyspieszy tempo Twojej kariery, prawda ? Kosztem uczuć innej osoby. Chyba powinnam Ci współczuć. Nigdy przedtem nie poznałam tak naiwnej dziewczyny.

-Nie tylko Ty masz prawo go kochać.

-Nie wierzę w to co mówisz. Sądziłaś, że jak wskoczysz mu do łóżka, to coś się zmieni ?

-Nie chciałam mu wskoczyć do łóżka.

-Gówno mnie to obchodzi. Jesteś wredną, fałszywą dziwką. I masz się trzymać od niego z daleka. Dokończycie trasę i spieprzaj tam skąd przylazłaś.

-Jeśli Justin tak zadecyduje.

-Zadecydował. Nie martw się o to. I mam nadzieję, ze wyraziłam się dość jasno. Chyba zależy Ci na karierze, której tak naprawdę nigdy nie zrobisz.

-Co masz na myśli ?

-Nic konkretnego – uśmiechnęłam się – Po prostu lepiej się dostosuj do mojej prośby. Dla własnego dobra.

-Grozisz mi ?

-Ostrzegam.

-Żałosne. A jak się do niego zbliżę to co ? Pobijesz mnie ?

-Nie jestem Tobą. – uśmiechnęłam się.

Trudno było mi się powstrzymać. Miałam ochotę złapać ją za włosy i trzaskać głową o ścianę, tak długo, aż nic z niej nie zostanie. Ale ona nie była tego warta. Dwa tygodnie to nie wieczność. Jakoś wytrzymam jej obecność, a jeśli zrobi coś czego robić nie powinna udowodnię jej, że nie żartowałam.



22.04.2011 o godz. 14:44

Rozdział 16

Siedziałyśmy z Dianą w MacDonald’s.
-Wiesz nad czym się zastanawiam ? – zaczęła, mieszając słomką waniliowego shake.
-Wybacz, ale nie czytam w Twoich myślach – uśmiechnęłam się pogodnie.
-Czy Bieber już to robił. – wypaliła. Omal się nie zakrztusiłam, a moje źrenice osiągnęły rozmiar pięciozłotówki.
-CO ?!
-No wiesz ..czy się ciamciał – spojrzała na mnie wyczekująco. – Na pewno o tym wiesz, nie uwierzę jeśli zaprzeczysz. I w sumie to – pociągnęła łyk napoju – mogłabyś mi zdradzić co nie co. W końcu wciąż jestem jego fanką i eee no ten dużego ma ?
-Diana nie wierzę, że mnie o to pytasz – zaśmiałam się.
-Hmm w sumie masz rację, pewnie minie sporo czasu zanim się tego dowiesz. Ale o tym czy już z kimś spał, musisz wiedzieć. No więc? – przysunęła się do mnie bliżej.
-Spał. – spojrzałam na nią, ciekawa jej reakcji. Przekręciła głową i spuściła wzrok.
-W sumie to tak myślałam. Cicha woda brzegi rwie. A wiesz czego żałuje najbardziej ? Tego, że to nie Ty byłaś tą pierwszą. A Ty Hanka, jak się z tym czujesz? – szepnęła.
-Eeee czy Ty się dobrze czujesz ? – zapytałam przez śmiech.
-Wspaniale, dziękuję, że pytasz. Więc? Nie przeszkadza Ci to ? Nie zastanawiasz się czasem nad tym ?
-Czy Ty bawisz się w Ewę Drzyzgę, a to są Rozmowy w Toku ? – spojrzałam na nią krzywo. Przeszkadza mi to, że Diana zawsze tak racjonalnie do wszystkiego podchodzi, że cokolwiek by się nie działo, Ona zawsze twardo stąpa po ziemi i na wszystko ma gotową odpowiedź. Trochę nadrabia swoją pozytywną głupotą, ale nie w tym temacie.
-Kochanie, a skąd wiesz, że to nie ja byłam tą pierwszą ?
Diana była zaskoczona moim pytaniem. Patrzała na mnie z otwartą buzią, jakby czekała na to, ze wrzucę jej tam garść M&M’sów.
-Możesz powtórzyć?
-Skąd wiesz, ze to nie ja byłam tą pierwszą ?
-I nic mi nie powiedziałaś?! Kiedy ?! Jak było ?! Ma dużego ?! – dziewczyna z sąsiedniego stolika, spojrzała na nas jak na idiotki.
-Ciszej! Ohh kiedy kiedy. Nie pamiętam. Było cudownie, a na to ostatnie pytanie Ci nie odpowiem.
-Jak to nie ? Mów!
-Nie.
-Hanka proszę – złożyła dłonie jak do modlitwy.
-Nie.
-Ja bym Ci powiedziała.
-Zapewne.
-No nie bądź taka.
-Matko boska, skąd mam wiedzieć jaki to dla Ciebie duży!
-Ojej, nieważne jaki dla mnie jest duży, ważne czy dla Ciebie jest czy nie.
-Jest spoko.
-Tzn ile dokładnie ?
Nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać.
-Serio uważasz, ze wzięłam linijkę i mu zmierzyłam ? Nie znam się na męskich członkach. Jest spoko i to Ci musi wystarczyć.
-Jak go nazywacie ?
-Co ?
-No jego penisa.
-Co jego penisa ?
-No jak nazywacie!
-Diana czy Ty postradałaś wszystkie zmysły ?
-Pan Bieber ? Czy może Wacuś ? Albo Pan Wężyk ? – zachichotała.
-Pyton.
-Serio ? – spojrzała na mnie zaskoczona.
-Mhm.
-To by znaczyło, że jest BIG.
-To by znaczyło, że brakuje Ci piątej klepki kochanie. – uśmiechnęłam się – I przestań o to pytać, bo nigdy Ci na to nie odpowiem. To zbyt osobiste.
-Czyli nie Pyton ?
Spojrzałam na zegarek.
-Kurde, muszę wracać. Umówiłam się wczoraj z Biebsem na skype. Jedziesz też ?
-Muszę skoczyć do mamy do pracy. Zobaczymy się jutro ? Może jakieś kino?
-W porządku, zadzwonię do Ciebie rano. – wstałam, pożegnałam się z Dianą i wyszłam, kierując się w stronę postoju taksówek.
Dojechałam do domu całkiem szybko, spodziewałam się korków, ale o dziwo nie było tak źle. Godzina szczytu dawno minęła. To dobrze, nie lubię się spóźniać i nie lubię kiedy Biebs musi czekać. Odłożyłam siatkę z małymi zakupami i zaczęłam szukać klucza w torebce. Całkiem niepotrzebnie, bo drzwi były otwarte.
-Tato jesteś? – krzyknęłam, przekraczając próg domu.
-W salonie!
Weszłam do salonu i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Bieber zerwał się na nogi i kilka sekund później mocno mnie do siebie tulił, szepcząc do ucha zdania tak niespójne, że nie wiedziałam o co chodzi.
-Przepraszam. Przepraszam kochanie, ale ja ..naprawdę nie wiem, nie chciałem. To było tak szybko, wszystko zupełnie ode mnie niezależne. Przepraszam rozumiesz ?
-Co się dzieje ? – spojrzałam na Kenny’ego, ale On odwrócił wzrok. Odsunęłam się od Biebsa i spojrzałam na niego przerażona. – Wyjaśnisz mi powoli co się stało ?
-Pocałowała mnie, kiedy wychodziliśmy z restauracji.
-Pocałowała ? Kto Cię pocałował ?
-Jasmine. To było tak szybko, że nie zdążyłem zareagować. Paparazzi robili zdjęcia i musiałem tu przylecieć, by Ci wytłumaczyć, że to nie tak jak myślisz. Kochanie
-Nic nie mów. Po prostu mnie przytul. – odparłam cicho, a on bez chwili wahania mocno mnie objął.
Kenny i mój tata patrzeli na nas zdezorientowani. Chyba byli przygotowani na prawdziwą awanturę, ale ja nie miałam zamiaru się z nim kłócić, nie miałam zamiaru krzyczeć, obrażać się, lub co najgorsze kończyć z tym na czym mi tak cholernie zależy. Gdyby prawda była inna, nie przyjechałby tutaj, a jeśli nawet, nie zachowywałby się w ten sposób. Justin nie potrafił kłamać.
-Idę się spakować i lecimy do Paryża.
-Co ? – spojrzał na mnie zaskoczony.
-Masz trasę, a ja muszę coś załatwić.
-Kochanie to bezsensu.
-Ja wiem co ma sens, a co nie. I nie kłóć się ze mną – odparłam stanowczo – Zobaczymy dokąd sięga jej pewność siebie - uśmiechnęłam się pod nosem.
Tagi: opowiadanie
15.04.2011 o godz. 20:39

Rozdział 15

Siedzieli naprzeciwko siebie w małej restauracji w centrum miasta. Biebs sprawiał wrażenie całkiem wyluzowanego, ale wcale tak nie było. Denerwował się, bo nie był pewny, czy żaden paparazzi nie przyłapie go zaraz na ‘gorącym uczynku’, a nie od dziś wiadomo, że o sensację w świecie show biznesu jest bardzo łatwo. Nawet jeśli wszystko to co widnieje na zdjęciu nie jest zgodne z prawdą. Każdy przecież ma prawo odebrać wszystko tak jak mu się podoba. Często na opak. A to było tylko małe, niewinne spotkanie z koleżanką,po dniu ciężkiej pracy.
-Gdyby ktoś jakiś czas temu powiedział mi, że będzie mi dane śpiewać na scenie z Justinem Bieberem nigdy bym nie uwierzyła –powiedziała Jasmine i ciepło się do niego uśmiechnęła.
-Daj spokój. To nic takiego.
Naprawdę tak uważał. Chciał jej jedynie pomóc w wybiciu się. To nie miało trwać zbyt długo, tym bardziej, ze dobrze wiedział, że nie podoba się to jego dziewczynie. Jednak nie mógł nic poradzić na to, że miał dobre serce i chciał pomóc, tak jak kiedyś Usher pomógł jemu.
-Nie bądź taki skromny Justin – spojrzała na niego zalotnie i zaczęła bawić się włosami.
-Zostały jeszcze 2 tygodnie i będziesz musiała sobie radzić sama, chyba zdajesz sobie z tego sprawę ? – zapytał stanowczym, ale dość ciepłym głosem.
-Tak, ale czy to ważne ? Zresztą, czy to już stuprocentowa decyzja ? Wszystko może się jeszcze zmienić, nie zapominaj o tym Justin.
Irytowało go to. Po wczorajszym wieczorze miał mnóstwo wątpliwości i czym prędzej chciał to wszystko skończyć. Chciał ograniczyć kontakty z Jasmine do minimum. Nigdy by nie przypuszczał, że jakakolwiek inna dziewczyna, niż jego Hania, mogłaby wyznać mu miłość. Swoich fanek nie brał pod uwagę, spotykał się z tym na każdym kroku, ale takie słowa były dla niego czystym banałem. To takie uczucie, które dziś jest, a jutro już go nie ma. Nic na pewno.
-Jas powiedziałem Ci już wczoraj, że to bezsensu. MAM DZIEWCZYNĘ, zrozum to. – spojrzał na nią z politowaniem.
-Ohh nie bądź głupi. Wiesz przecież, że wszystko może się zmienić.
‘Za jakie grzechy ?’ – pomyślał. Nigdy na niczym mu tak nie zależało jak na tej małej słodkiej brunetce o najcudowniejszych czekoladowych oczach. Tylko Ona nadawała sens jego życiu. Wiedział na pewno, ze gdyby ktoś postawił mu ultimatum, wybrałby Hanię. Nie chciał tego niszczyć.Obiecał to sobie i jej.
-Nic nigdy się nie zmieni. A Ty w tym momencie, tylko sprawiasz, że z każdą chwilą mam Cię coraz bardziej dość. Jeśli będziesz się zachowywać w ten sposób, przekreślę nawet naszą przyjaźń.
Przypomniał sobie o Caitlin. Był w stanie z niej zrezygnować, udowodnić, że ma swój priorytet i będzie się go trzymał, choćby nie wiadomo co.
-Nie potrafisz zrozumieć, że mi na Tobie zależy ? Mówiłam już, że nie od wczoraj. I naprawdę nie chodzi o karierę. Mam ją gdzieś. Chcę Ciebie Justin! – podniosła głos.
-Przestań powtarzać moje imię. I wszystko rozumiem, ale pytam dlaczego ?! Nigdy przenigdy nie okazywałem Ci większego zainteresowania.Mam dziewczynę, kocham ją całym sobą i nie zamierzam tego zmieniać. Ile razy mam Ci to powtarzać? Poza tym czy satysfakcjonowałaby Cię nieodwzajemniona miłość ? Wątpię Jas. – pokręcił głową, bo naprawdę miał tego dość. Nie należał do tej grupy chłopaków, którzy rzucają słowa na wiatr. Nie interesowały go inne. I był gotów to powtarzać na każdym kroku. – Możemy wrócić do hotelu? Mam kilka spraw do zrobienia, a robi się późno – zapytał całkiem grzecznie.
-Jasne – uśmiechnęła się. Zastanawiał się, czy ona nie ma żadnego honoru, czy jest aż tak głupia?
Zawołał kelnera i zapłacił za kolację. Wyszli z restauracji i stało się to, czego się obawiał. Tłum paparazzich zablokował im drogę. Jakiś łysy koleś zaczął popychać Jasmine. Biebs złapał ją w pasie, żeby mieć ją bliżej siebie, w razie gdyby któremuś z tych facetów przyszedł do głowy jakiś idiotyczny pomysł. I to był błąd. Jasmine szybkim krokiem obróciła się twarzą do Biebsa i pocałowała go. Justin był tak zszokowany, że zdobył się na reakcję dopiero po kilkunastu sekundach. Odepchnął ją od siebie i krzyknął ostrym tonem
-Oszalałaś?!
Paparazzi wolnym krokiem rozchodzili się, każdy w swoją stronę. Mieli to co chcieli. Nawet więcej. Nic poza tym ich nie interesowało,to co było później było mało ważne.
-Czy Ciebie totalnie pogięło ?! Co Ci tłumaczyłem tyle razy ?! Jak w ogóle mogłaś?!
-Uspokój się – próbowała do niego podejść, ale kiedy robiła krok w przód Justin się cofał.
-Nie dotykaj mnie.- spojrzał na nią lodowatym tonem – Jeśli właśnie zniszczyłaś to na czym mi zależy najbardziej na świecie, przysięgam, że jesteś skończona jako piosenkarka i jako człowiek.
Wrócił do restauracji i zadzwonił do Kenny’ego. Czekał na niego niecały kwadrans. W samochodzie wszystko mu opowiedział. Tak bardzo się bał, serce biło mu jak szalone. Bił się z myślami, nie wiedział co ma teraz zrobić, czy zadzwonić i o wszystkim jej powiedzieć nim dowie się z mediów czy zaczekać.
-Zadzwoń i jej powiedz – odparł Kenny dodając gazu.
-Kurwa! – krzyknął.
Kenny już chciał mu zwrócić uwagę, ale kiedy spojrzał na niego i dostrzegł łzę spływającą po jego policzku, wiedział, że lepiej będzie jeśli zamilczy.
-Hania mi nigdy nie uwierzy. Wiesz co jej powiedziałem,jakiś czas temu? Że nigdy jej nie skrzywdzę. Przysiągłem jej to. I co teraz ?!Na dodatek to wszystko nie z mojej winy. Jedź na lotnisko. Lecę do Polski.
-Chyba zgłupiałeś.
-Kenny błagam. To jedyny sposób. Po prostu zrób to o co Cię proszę.
-A trasa ?! Twoja mama mnie za to zabije! – Kenny spojrzał na niego z przerażeniem, wiedział, ze Bieber nie żartuje. -Justin to był jeden pocałunek tak ?! Nie przeżywaj tego tak bardzo, siedź na dupie i się uspokój.
-Jedź na lotnisko. – odparł stanowczo.
-Nie ma mowy – Kenny skręcił w lewo.
-W takim razie zatrzymaj się.
-Justin czy Ty zdajesz sobie sprawę w co się wpakujesz? Nawet nie wiesz gdzie dokładnie mieszka.
-Właśnie, ze wiem. Jedziesz na lotnisko ? Czy zatrzymasz się w końcu ?
-Lecę z Tobą i nawet nie próbuj zaprzeczać.
Biebs już otwierał usta, ale Kenny go wyprzedził.
-Powiedziałem coś. To nie są żarty. Nie wierzę, ze naprawdę chcesz to zrobić, ale skoro nie masz zamiaru odpuścić to nie zostawię Cię samego. I nie chodzi tylko o Ciebie, ale chciałbym jeszcze trochę pożyć.
-Dzięki stary – odparł i blado się uśmiechnął. Odwrócił głowę i obserwował miasto. W głowie wirowało mu milion myśli na minutę. Był gotów przelecieć pół świata, żeby wyjaśnić jej to w cztery oczy, by zapewnić,że to była pomyłka, że bardzo ją kocha i zrobi wszystko, żeby była szczęśliwa…
12.04.2011 o godz. 20:13

mam takie pytanko:
ktoś to w ogóle czyta??
Tagi: ???
10.04.2011 o godz. 18:06

Rozdział 14

Zrobiliśmy z tatą obiad. Nic wielkiego – spaghetti. Opowiedziałam mu o wielu aspektach z mojego życia, o których tak naprawdę nie miał zielonego pojęcia. Kilka oczywiście pominęłam. Potem obejrzeliśmy film i przyszła Diana.
-Nie wierzę, że opowiedziałaś o tym taksówkarzowi. Hahahaa gdzie Ty miałaś głowę ?
-Znów się czepiasz, czy ja kiedykolwiek zrobiłam coś dobrze?
-Hanka, a jeśli – ugryzła batona – a jeśli On o Tobie wie ? – ciągnęła z pełną buzią - To znaczy, ze jesteś dziewczyną Biebera ?
-Diana, On miał z 60 lat. Naprawdę sądzisz, że jego interesuje bożyszcze nastolatek ? Puknij się w łeb lepiej.
-No dobra może masz rację. – Diana chwilę pomyślała, po czym zaczęła od nowa – Ale jeśli On ma wnuczkę ? I ona też lubi Biebera ?
-Czy Twój dziadek wie, że go lubisz? Bo mój nawet nie miał o tym pojęcia – uśmiechnęłam się do niej.
-Fakt.
-Przyznaj, ze po prostu szukasz dziury w całym. Nic złego nie zrobiłam. Zresztą on też mi o sobie opowiedział.
-Tylko, ze On nie jest dziewczyną Justina Biebera.
-Skończ.– odparłam i usiadłam na łóżku.
-Swoją drogą może zaprosisz mnie kiedyś do siebie ?
-Właśnie! Myśleliśmy ostatnio z chłopakami nad wspólnymi wakacjami, możesz jechać z Nami jeśli chcesz. To znaczy na pewno chcesz. Musisz tylko przekonać mamę.
-To da się załatwić. A dokąd ?
-No tego jeszcze nie wiemy. Wróci Justin to się nad tym zastanowimy, albo nawet gdzieś w trakcie.
-Fajny ten Chaz ? Albo Ryan ?
-A co ? Zainteresowana ? – zapytałam patrząc na nią z pod byka.
-Hanka daj spokój. Tylko pytam.
-Widziałam Twoją minę. No mów! Który Ci się podoba?
-Żaden, ok. ? tylko zapytałam ..
-Nigdy wcześniej nie zauważyłam, żebyś się rumieniła, pytając .. – spojrzałam na nią z nadzieją, że jej kamienna w tej chwili twarz, złagodnieje i pokaże w końcu, że naprawdę któryś jej się podoba.
-Czy kiedykolwiek wcześniej wspomniałam Ci o którymś z nich? Dałam jakiś znak, że może mi się podobać ? Cokolwiek ??! – wypytywała.
I choć tutaj mogłam przyznać jej rację, bo nigdy wcześniej o żadnego z Nich nie pytała, tak obie doskonale wiedziałyśmy, ze kłamie, bo któryś na pewno wpadł jej w oko.
-No dobra ..Chaz – szepnęła tak cicho, że ledwo usłyszałam.
-Wiedziałam! – klasnęłam w dłonie – Chcesz to mogę do niego zadzwonić i możemy pogadać na skypie – uśmiechnęłam się do niej.
-Nie! Nawet o tym nie myśl! Nigdy ..w życiu nie będę zabiegać o chłopaka. A już na pewno nie w taki sposób. Nie mamy po 13 lat ..
-Przecież to wyjdzie samo z siebie, wymówką będzie to, ze się stęskniłam, a to że akurat u mnie jesteś nie oznacza przecież, że musisz się w nim kochać.
-Bo się nie kocham. Po prostu mi się podoba ..to różnica. Zaczekajmy do wakacji, zresztą ..czy on w ogóle wie, że ja istnieje?
-Wie, wspominałam o Tobie, gdy pytali mnie o przyjaźnie i o to, czy nie będę tęsknić za Polską – uśmiechnęłam się szeroko.
-Co odpowiedziałaś ? Albo nie co mu o mnie powiedziałaś ? – pytała, wciskając do ust ostatni już kawałek batona.
-Nic wielkiego, że jesteś gruba, masz pryszcze, nosisz aparat na zębach i że Twoim hobby jest plecenie bransoletek z muliny ..
Diana zrobiła wielkie oczy. Jej żuchwa przestała pracować. W oczach skakały małe iskierki, a to, że najchętniej by mnie teraz zabiła było jak czarne na białym wypisane na jej twarzy.
-Że co ?! – wystękała w końcu.
-Żartowałam. – zanosiłam się śmiechem.
-Dość kiepskie masz te żarty, ale nie będę się obrażać, pod warunkiem, że w tej chwili spoważniejesz i opowiesz mi wszystko jak na spowiedzi ..Zresztą dlaczego mówisz mi o tym dopiero teraz?
-Bo nie pytałaś o to wcześniej – wydukałam wciąż się głośno śmiejąc.
-Haaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaania – taty głos roznosił się jak echo.
-Chwila. Zaraz wracam – rzuciłam i szybko wybiegłam z pokoju. Wpadłam do kuchni, mama stała, łokciami opierając się o blat kuchenny. Podeszłam i mocno się do niej przytuliłam.
-Nareszcie – pocałowała mnie w czoło. – Tęskniłam za moją małą Hanią.
-Po pierwsze nie jestem już mała, a po drugie też tęskniłam.
Matka lubiła się tak do mnie zwracać i co chwila to powtarzała. Nie ma się co dziwić, jako małą Hanię pamięta mnie najbardziej, potem już tylko praca była ważna.
-Co u Justina? – zapytała.
-Wszystko w porządku, jest w Paryżu. – uśmiechnęłam się.
-Wiesz, słyszałam dzisiaj w radiu, że rozpoczął trasę, ale podobno nie sam…Zresztą na pewno o tym doskonale wiesz.
-Wiem, ale co mówili ? Tak dokładnie.
-Cytowali jakąś amerykańską gazetę.
-Mamoooo ..
-Nie denerwuj się! – uśmiechnęła się – Zastanawiają się, co się z Tobą dzieje i czy Justin jest krótkodystansowcem.
-Super.
Tata spojrzał na mnie pytająco.
-Wiedziałam, ze ten miesiąc to będzie koszmar, a nie dobra zabawa. Przepraszam Was, ale Diana czeka na górze. Pogadamy jutro. – powiedziałam i wróciłam do siebie.
Powtórzyłam wszystko Dianie i zaczął się jeden wielki pościg za najnowszymi plotkami na temat związku Hanny i Justina Biebera. Co strona inne newsy. Moja przyjaciółka powinna chyba zostać detektywem, bo odnajdywanie nawet najbardziej skrytych informacji wychodziło jej nadzwyczaj dobrze.
Rano obudziłam się jako pierwsza, wzięłam szybki prysznic i zeszłam na dół. Taty nie było, mama standardowo w pracy. Wkrótce zeszła ubrana już Diana.
-Jak spałaś ? – zapytała, nalewając sobie soku do szklanki.
-Dobrze. Chyba nie sądzisz, ze się tym przejęłam ?
-Jasne, że nie. Dzisiaj wieczorem, Natasza robi imprezę. Pójdziemy tam razem, co ? Odprężysz się trochę.
-Nie.
-Jak to nie? Hanka, oczywiście, ze tak. Nie tęsknisz za dawnymi znajomymi?
-Nie zrobię nic bez Biebera.
-To przepraszam bardzo, mam go tu ściągnąć ? Żebyś mogła iść na imprezę?! Nie wierzę, że kazał Ci cały czas siedzieć w domu – spojrzała na mnie zaskoczona.
-Niczego mi nie zabronił, zapomnij. Po prostu nie chcę tam iść i już.
-Totalnie Cię nie rozumiem. Chociaż na godzinę ?
-Nie. Nawet na 15 minut. Nie będę latała po imprezach ..
-A on latać po świecie z jakąś typiarą może ?
-To jest jego praca.
-Tak to sobie tłumacz. Sama robisz z siebie niewolnice, wiesz ? W przyszłości też tak będziesz miała, On będzie wiecznie gdzieś, a Ty kura domowa będziesz wychowywać dzieci i prać jego brudne skarpety. Zastanów się ..
-Zastanowiłam nawet 2 razy. Nie i koniec.

-Czytałeś ? – zapytałam go. Nie chciałam psuć nastroju, cieszyłam się, ze mogę na niego popatrzeć choćby przez tą kamerkę, ale chciałam wiedzieć, jak on to odbiera.
-Czytałem, słyszałem ..To teraz chodzi za mną, za nami ..jak cień. –uśmiechnął się – Musisz się do tego przyzwyczaić. I uwierz mi na słowo kochanie, ze nic co oni mówią nie jest prawdą.
-Wiem, nie martwię się tym.
Nagle do jego pokoju, bez żadnego pukania, bez żadnego uprzedzenia wpadła Jasmine.
-Cześć Biebs ! Co robisz ?
Patrzałam w ekran jak osłupiała.
-Rozmawiam. Możesz wyjść ?- zapytał i spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem.
-Jak to wyjść ? Mieliśmy coś zjeść. Umieram z głodu. Biebs nie wygłupiaj się.
Zaczęłam się śmiać. Autentycznie. Jeden dzień, a tu już wspólne obiadki. Ciekawe co będzie jutro. Ciekawe co będzie za tydzień ..
-Po raz drugi nie poproszę – wstał z krzesła.
-Dobra, Jezu…Mógłbyś chociaż poinformować, ze zmieniasz Nasze plany .
-Wasze plany? – zapytałam.
-Haniu ..
-Ona wie, ze masz dziewczynę?
-Oczywiście. Wszyscy wiedzą – uśmiechnął się.
-Zabawne.
-Jesteś zła?
-Zła? Nie. Na co mam być zła. Przecież to tylko obiad. A te wszystkie nagłówki w prasie i sieci to tylko wyssane z palca plotki.
-To są wyssane z palca plotki i doskonale o tym wiesz. Myślałem, ze mi ufasz.
-Nie odbiegaj od tematu i nie zwalaj tego na mnie. Ufam Ci. Wiesz o tym, ale co Ty byś zrobił na moim miejscu ?
-Zdenerwowałbym się.
-Właśnie.
-Mówiłem Ci już, że jesteś taka słodka, kiedy się złościsz ? – uśmiechnął się szeroko.
-Nie rób tak.
-Chciałbym Cię teraz przytulić.
-Taktykę masz całkiem niezłą, ale to nic nie zmieni. – uśmiechnęłam się blado.
-Pan bakłażan tęskni. Bardzo... – uśmiechnął się jeszcze szerzej, ukazując rząd idealnie białych ząbków. Spojrzałam na niego z politowaniem.
-Ale ja tęsknie bardziej. I jestem w Tobie taki zakochany, że chyba brakuje mi słów, by to opisać. W tak krótkim czasie stałaś się ..Jesteś dla mnie tak cholernie ważna, wiesz ?
-Justin przestań.
-To już nie próba złagodzenia sytuacji. Mówię szczerze. Nie potrafiłbym tego popsuć. Nie potrafiłbym zrobić czegoś co mogłoby Cię zranić. Nigdy Cię nie skrzywdzę …Przysięgam.
09.04.2011 o godz. 18:02

Rozdział 13

Kolejne pożegnanie. Opisywanie przebiegu tego rozstania, uważam za całkowicie zbędne. Choć nie raz obiecałam sobie, że co by się nie działo będę silna, nie potrafiłam się tego trzymać. Wylałam morze łez ..kiedy Bieber przytulał mnie po raz ostatni, trzęsłam się jak galaretka i błagałam Go, by nie wyjeżdżał. Histeria na piątkę z plusem. Do Polski miałam lecieć dopiero jutro, ale przebywanie w tym domu było ostatnią rzeczą jakiej teraz potrzebowałam. Spakowałam to, co wciąż walało się po moim i jego pokoju, zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam na lotnisko. Pech chciał, na samolot musiałam czekać dobre 2 godziny. W tym czasie zadzwoniłam do Diany.
-Jak to przylatujesz dzisiaj ? Coś się stało ? – pytała.
Momentalnie przed oczami pojawiła się postać Justina. To śmieszne, bo przeżywam to wszystko jak mrówka okres. Nie rozstaliśmy się przecież na zawsze, żadne z Nas nie umarło i w każdym momencie mogłam wsiąść w samolot i polecieć do Niego. Ale nie zrobię tego. Dopiero wtedy gdy naprawdę będzie się coś dziać.
-Nie – odparłam cicho.
-Hanka mów co się dzieje! – krzyknęła ostro
-Nic się nie dzieje, Justin wyjechał i nie chcę byś sama, a przecież jeden dzień w tą czy w tą ..
-Ojj Hania. Jak będziesz już w domu to zadzwoń, pogadamy. Tylko błagam Cię, przestań się użalać, bo szkoda mi już nawet strzępić sobie język, by po raz enty powtarzać Ci, że wiedziałaś, ze tak będzie.
-Wiem! Wiem …naprawdę. Ja tylko
-Tak, Ty tylko bardzo Go kochasz. Hanka On Ciebie też. I na pewno też nie jest mu łatwo, ale to już się robi nudne jak flaki z olejem. Zdajesz sobie sprawę ile razy jeszcze będziesz to przeżywać ? Ile razy On będzie wyjeżdżał, a Ty będziesz płakać i myśleć, że to koniec świata ? Przypomnij sobie jak obiecywałaś sobie i jemu, że wytrzymasz to, że w tym czasie zrobisz mnóstwo fajnych rzeczy, że nie będziesz się martwić i że nie pozwolisz na to, by On się martwił o Ciebie.
-Czasem bym chciała, żebyś przestała się mądrować tylko odpowiedziała : Nie martw się Hanka, wszystko będzie dobrze.
-Na tym nie polega przyjaźń. O tym też Ci już mówiłam. Muszę iść pomóc mamie, zadzwoń jak będziesz w domu i przestań płakać.
-Do zobaczenia – odparłam i schowałam telefon do torebki.
To prawda, Diana zawsze myślała dużo bardziej racjonalnie. Potrafi stąpać twardo po ziemi i bardzo stara się o to, abym i ja nie żyła tylko marzeniami i fantazjami o czymś co się mija z prawdziwym życiem. Kochałam ją jak siostrę i doceniałam za wszystko co dla mnie robi, ale czasem bardzo brakowało mi tego aby po prostu powiedziała dwa słowa, które działałyby na mnie kojąco, bez pouczeń i zbędnej paplaniny.
Droga do domu była prawdziwym koszmarem. I wcale nie musiałoby tak być, gdybym wysiliła swe szare komórki i doszła do tego, że słuchanie piosenek Biebsa, nie wyjdzie mi na dobre. Dobra, stop!
Koniec z zachowywaniem się jak idiotka. Jeśli zachowuje się w ten sposób, bo mój koleś poleciał w trasę to jak bym się zachowywała i jak bym to zniosła, gdyby naprawdę Go zabrakło ?
Odebrałam swój bagaż i poszłam w kierunku taksówek. Wsiadłam w pierwszą lepszą, kierowca zapakował walizki do bagażnika i odjechaliśmy.
-Nie wygląda Pani na zbyt szczęśliwą. Problemy w związku ? – zapytał, patrząc na mnie z politowaniem.
Czy On jest skończonym kretynem?! Weź się Panie, zajmij własnymi sprawami – pomyślałam i pożałowałam, że nie stać mnie na to, by tak właśnie mu odpowiedzieć.
-Nie.
-Szkoła ? – wypytywał.
-Nie.
Miał bardzo przyjazną twarz i takie spokojne oczy.
-Mamy jeszcze trochę czasu, czasem łatwiej jest wyżalić się obcemu – uśmiechnął się.
-Naprawdę nie ma o czym mówić. Zresztą nie będę Pana zanudzać, opowieściami 17sto latki.
Kierowca zrobił duże oczy, nie wiem, czy wyglądam na starszą i zaskoczył go mój wiek, czy ..
-Jak Pani uważa – znów się uśmiechnął. Podkręcił radio i zaczął nucić pod nosem. Wyglądał na niewiele młodszego od mojego dziadka. Siwiejące włosy i te spokojne, lazurowe oczy. Na pewno przeżył nie jedną miłość. I choć może zwariowałam, pozwoliłam mu wysłuchać tego co doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Przez całą drogę nic nie mówił. Kiedy skończyłam opowiadać, byliśmy już pod moim domem. Wyłączył silnik, spojrzał w lusterko i zatrzymał swoje spojrzenie na mnie. Opowiedział mi w skrócie o wielkiej miłości do swojej żony i o chwilach gdy ją tracił. I wtedy dopiero zrozumiałam, jak szczęśliwa powinnam być, że choć dzieli mnie i Justina kilkaset kilometrów, On wciąż jest mój, a ja Jego. To wszystko przy historii tego Pana, jest tak banalne, że aż śmieszne.
-Nie wiem jak powinnam Panu za to podziękować. Czuje się teraz jak po naprawdę skutecznej wizycie u psychologa. – zaśmiałam się pod nosem i spuściłam głowę.
-Dziecko, jeszcze tak wiele dobrych i złych chwil, czeka Cię w życiu ..Tylko zawsze pamiętaj, by doceniać to co masz i nigdy nie wątp w siłę prawdziwego uczucia. To tylko jeden miesiąc. – uśmiechnął się.
Wyciągnęłam portfel i zapłaciłam. Dostałam wizytówkę i nawet na nią nie zerkając, pospiesznie schowałam ją do portfela jakby bojąc się, że ją zgubię. Wysiadłam z taksówki, wzięłam walizki i po raz setny dziękując zaczęłam odchodzić w kierunku drzwi. To nieprawdopodobne, ale czułam się zdecydowanie lepiej i kto by pomyślał, że wszystko dzięki jednej historii zupełnie obcego mi człowieka.

Zadzwoniłam do drzwi. Cisza. Znalazłam klucz w torbie i otworzyłam sobie. Od samego progu, czując zapach domu, na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Każdy dom ma swój specyficzny zapach, w jednym pachnie chlebem, w innym środkami czystości, a moim od zawsze zapach kwiatów przeplata się z zapachem czystości. I tak też było, dom był wysprzątany na błysk. Byłam pod wrażeniem, ale wiedziałam, że to nie za sprawą taty a tym bardziej mamy. Pani Hela spisała się na medal. Weszłam do kuchni, na stole leżała kartka.
‘Tomek nie zapomnij kupić łososia. I pamiętaj pojechać do banku.’
Odłożyłam kartkę na miejsce i podeszłam do lodówki, w tym samym czasie usłyszałam odgłos klucza w zamku. Tata! Wybiegłam z kuchni i zobaczyłam Go. Nie zastanawiając się podbiegłam i rzuciłam mu się na szyję.
-Haniu – szepnął, przytulając mnie z całych sił.
Nie muszę chyba przypominać Wam, że tata zajmuje szczególne miejsce w moim życiu.
-Tak się cieszę, ze Cię widzę! – odparłam, wciąż się do niego tuląc.
-Ja też, bardzo za Tobą tęskniłem, ale dlaczego wróciłaś ?
Odeszłam krok do tyłu i uśmiechając się odpowiedziałam na pytanie.
-Ale wszystko w porządku? Nie pokłóciliście się ? – wypytywał.
-Tato nie – uśmiechnęłam się po raz kolejny – Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Przypomniałam sobie o telefonie do Diany.
-Tato ja muszę zadzwonić, ale za 3 minuty jestem z powrotem – odparłam i pobiegłam do łazienki.
-Jesteś w domu? – zapytała
-Tak!
-To zaraz u Ciebie jestem – odparła.
-Diana nie! To znaczy możesz przyjść później ? Na noc ? Zrobimy sobie babski wieczór, no wiesz ..tak jak dawniej.
-Coś się dzieje? I skąd ta nagła zmiana nastroju? Naćpałaś się ?
-To nie było zabawne. – skwitowałam, po czym dodałam – Potem Ci opowiem, chcę spędzić trochę czasu z tatą.
-To może spotkamy się dopiero jutro ? – zapytała.
-Nie! O 21 u mnie. Do zobaczenia - odpowiedziałam i rozłączyłam się.
I już chciałam wyjść z łazienki, gdy przypomniałam sobie, że muszę zadzwonić do jeszcze jednej osoby. Przysiadłam na brzegu wanny i wybrałam numer do Biebsa.
-Cześć kochanie – przywitał mnie swoim seksownym głosem – Wszystko w porządku ?
-W jak najlepszym, a u Ciebie ?
-Też, tylko bardzo tęsknie za taką jedną ślicznotką ..nie wiem, może ją znasz? Ciemne włosy, ciemne oczy, nienaganna figura..Jednym słowem aniołek – zachichotał.
-Jesteś słodki. Też za Tobą tęsknie. Jestem już w Polsce, w domu. Widziałam się z tatą, przeżyłam mega inspirującą i dającą do myślenia rozmowę z taksówkarzem .
-Czekaj, czekaj ..z kim ?
-Z taksówkarzem. – powtórzyłam.
-Na temat czego ? Haniu, uważaj na siebie.
-Justin to nic groźnego.
-Dobrze, ale o czym z nim rozmawiałaś?
-Niech to będzie moją tajemnicą..może kiedyś Ci opowiem.
-Myślałem, że My nie mamy przed sobą tajemnic – odparł.
-Opowiem Ci o tym, jak już oboje będziemy w domu. – uśmiechnęłam się sama do siebie.
-A dlaczego poleciałaś już dzisiaj, a nie jutro ?
-Hmm bo tam nie czułam się dobrze. Sama.
-Ojj Haniu, Kocham Cię wiesz ?
-Wiem. I ja Ciebie też kocham.
-Uważaj na siebie i nie rób głupot – zaśmiał się.
-To Ty na siebie uważaj i Ty nie rób głupot. Pozdrów Pattie i Kenny’ego. Aaaaa i Pana Bakłażana – zaczęłam się śmiać.
-To nie jest zabawne. Pan Bakłażan cierpi. – odpowiedział smutnym głosem.
-Tylko miesiąc celibatu kochanie hahaha, nie zwiędnie – znów wybuchłam śmiechem.
-Jesteś nienormalna – zaśmiał się – Muszę kończyć. Zadzwonię jutro i mam nadzieję, że znajdziesz chwilkę czasu na skype. Muszę nacieszyć oczy Twoim widokiem.
-Mhmm. Oczywiście, ze znajdę. Trzymaj się i pamiętaj, że cokolwiek tam zrobisz ja i tak się o tym dowiem.
-A myślałem, ze Oni wszyscy są po mojej stronie.
-Kocham Cię głupku – odpowiedziałam i rozłączyłam się.
Odłożyłam telefon na wannę, podeszłam do lustra, oparłam dłonie na umywalce i uśmiechałam się sama do siebie. Patrząc na to wszystko, na te zmiany w moim nastroju, można dojść do jednego wniosku – jestem totalnie nienormalna.
__________________________________________
Tagi: opowiadanie
06.04.2011 o godz. 09:42

Rozdział 12

Popołudnie spędziliśmy na błogim nic nie robieniu. Wtuleni w siebie leżąc pod cieplutką kołdrą, opychaliśmy się niezdrowym popcornem i oglądaliśmy filmy.
-Wiesz co – zaczęłam – chyba powinnam zadzwonić do mamy i uprzedzić ją, że przyjeżdżam.
-Nie lubi niespodzianek? – zapytał patrząc na mnie, jakby zły, że przerywam mu oglądanie.
-Lubi, ale nie chciałabym psuć mamie jakichkolwiek planów. Dawno z nimi nie rozmawiałam, chyba nawet trochę się boję. – odparłam, zanurzając dłoń w misce z popcornem.
-Czego się boisz? Haniu to są Twoi rodzice, poza tym nic złego się nie stało, nie masz powodu do obaw. Twoja mama na pewno się bardzo ucieszy.
Westchnęłam głęboko, bo to tylko potwierdzało (choć to było stuprocentowo pewne), że Biebs naprawdę wyjeżdża i zostawia mnie samą na cały miesiąc. Gdzieś w głębi duszy miałam złudną nadzieję, że powie, że wcale nie wyjeżdża, że to był tylko żart.
-Nie zwlekaj kochanie, zadzwoń – uśmiechnął się.
Złapałam swój telefon i wyszukałam w kontaktach mamę. Po 3 sygnale, w końcu odebrała.
-Tak? – cała mama, pytała choć doskonale wiedziała, ze to ja.
-Cześć mamo – przywitałam się – nie przeszkadzam?
-Dziecko, o co Ty mnie pytasz ? Oczywiście, że nie.
-Myślałam, że masz może jakieś spotkanie.
-Nie kochanie, mam dziś wolne. Cały dzień.
Wolne ? To oznaczało jedno. Pracowała w domu. Odkąd pamiętam, zawsze zabierała akta, klnąc na wszystkie strony, że 24 godziny to zdecydowanie za mało i doba powinna trwać co najmniej 30.
-A co u taty ?
-W porządku, wziął krótki urlop, odpoczywa i potwornie za Tobą tęskni. Chyba popadł w lekką depresję. Nie ma dnia, by nie wszedł do Twojego pokoju, przysiadł na brzegu łóżka i wpatrywał się w Twoje zdjęcie. – zaśmiała się lekko.
Wcale mnie to nie dziwiło. Zawsze miałam z tatą cudowny kontakt. Prócz Diany był moim najlepszym przyjacielem, czego niestety nie mogłam powiedzieć o mamie. Dla niej zawsze ważniejsza była kariera, wszystko zawsze wynagradzała mi prezentami, kiedy ja najbardziej potrzebowałam jej obecności. Co oczywiście wcale nie znaczyło, że mnie nie kocha. Dawała gwarancję na to każdego dnia jednak nie tak, jakbym tego oczekiwała. Wiadome, że czyny są ważniejsze niż słowa. Tutaj barierą był czas- którego ona nie poświęcała mi tyle ile powinna. Kiedy w końcu znalazła dla mnie trochę wolnego było w miarę dobrze, nigdy nie idealnie. Potrafimy ze sobą rozmawiać, ale mama wciąż ma wielkie zaległości, o zbyt wielu aspektach nie wie, choć bardzo się stara. I ja to wszystko dostrzegam i doceniam.
-Sądzę, że mogę to zmienić i to w najbliższym czasie – odparłam.
-Wracasz ? Coś się dzieje? Pokłóciliście się ? – wypytywała podniesionym głosem.
-Mamo stop! – zaśmiałam się – Wszystko jest w jak najlepszym porządku, jestem cholernie szczęśliwa, ale wracam. To znaczy przyjeżdżam.
-Czyli się pokłóciliście. – skwitowała.
-Nie! Naprawdę. Bieber leży teraz obok mnie i przygląda mi się z szaleństwem w oczach. I chyba nawet nie chcę wiedzieć o co chodzi. Chcesz z nim pogadać? – zapytałam.
-Najpierw wolałabym z Tobą. Chyba musisz mi to wyjaśnić. Skoro wszystko jest świetnie, układa Wam się dobrze, to po co tu przyjeżdżasz ? Na dodatek sama? Kochanie nie zrozum mnie źle, po prostu tego nie rozumiem.
-Tutaj nie ma nic do rozumienia, dawno bym Ci powiedziała o co chodzi, gdybyś tylko dała mi dojść do głosu. – westchnęłam.
-Ok. ok., przepraszam.
-Justin wyjeżdża w trasę na cały miesiąc, Pattie jedzie razem z nim, a ja nie chcę być przez tyle czasu sama w domu. Zresztą wakacje w Polsce świetnie mi zrobią. Spędzę trochę czasu z Dianą, z Wami. Może razem gdzieś pojedziemy ? – zapytałam, aczkolwiek doskonale znałam odpowiedź.
-Wiesz skarbie, nie dam rady wziąć urlopu w tym miesiącu. Ale tata na pewno z chęcią gdzieś się wybierze.
-Hmm myślałam raczej o rodzinnych wakacjach. W komplecie. Cała nasza trójka, ale okej, w porządku. Rozumiem.
Nie byłam rozczarowana. Myśląc o tym, spodziewałam się, że mama nie będzie miała czasu, ale miałam nadzieję, że może zrobi ten jeden cholerny wyjątek i pojedziemy gdzieś razem.
-Haniu ..
-Mamo ja naprawdę świetnie to rozumiem, przez te wszystkie lata zdążyłam się już przyzwyczaić. Zresztą to nie czas na poruszanie takich tematów.
-Dziecko ..-zaczęła, ale nie dane było jej skończyć.
-Mamo proszę. Dzwoniąc chciałam Ci zrobić niespodziankę. Po co znów drążyć ten sam temat? Tak wybrałaś, ja to rozumem. Ja już chyba nawet nie mam żalu.
-Postaram się chociaż o 3 dni wolnego.
-Naprawdę nie musisz. Nie chcę by to w jakikolwiek sposób kolidowało z tym, co jest Twoim priorytetem. – odparłam sucho – Dobrze, skończmy ten temat, bo to naprawdę będzie się ciągło w nieskończoność. Zawsze wracamy do tego samego. Więc mogę przylecieć ?
-Hanka tutaj jest Twój dom. Nie musisz się pytać czy możesz przylecieć. Jak powiem o tym ojcu chyba dostanie zawału. – zaśmiała się głośno.
-Dlatego mu o tym nie mów. Chcę mu zrobić niespodziankę. – odparłam, a na mojej twarzy mimowolnie pojawił się szeroki uśmiech. Justin patrzył na mnie znudzony. – Chyba muszę kończyć, bo mój Romeo usycha z tęsknoty – wybuchłam śmiechem.
-Ojj dzieci, swoją drogą szkoda, ze nie możecie przylecieć razem.
-Niestety. Mamuś naprawdę kończę. Zadzwonię jutro albo pojutrze i o wszystkim Ci powiem, bo sama wciąż nic nie wiem. Najprawdopodobniej w niedzielę będę w Polsce.
-Nie wiem czy dam radę trzymać język za zębami.
-Musisz! – krzyknęłam –Jak się wygadasz, to wszystko zepsujesz. Postaraj się mamo, proszę ..
-Żartowałam kochanie, doskonale wiesz, że potrafię milczeć jak grób. Lata praktyki.
-Oby! Pozdrów tatę ode mnie. Koniecznie go mocno wyściskaj.
Jeszcze krótka wymiana standardowej regułki ‘Kocham Cię’ i wreszcie odłożyłam telefon.
-Dłużej się nie dało ? – zapytał, ziewając dość ostentacyjnie.
-Wiesz co, jesteś bezczelny – zaśmiałam się, patrząc na coraz to głupsze miny Biebsa.
-A Ty jesteś taka słodka, aż mam ochotę Cię pocałować. – leniwie podniósł się, opierając ciężar ciała na lewym łokciu.
-Hahaa, z takim podejściem, będziesz musiał obejść się smakiem – rzuciłam i wyskoczyłam z łóżka jak oparzona –Nawet nie zapytałeś co u moich rodziców.
-Krótka lekcja dobrych manier? – zapytał poklepując miejsce obok siebie – Wracaj tu. Wiesz, że nienawidzę gdy tak robisz.
-Tak to znaczy jak?
-Kiedy bawisz się ze mną w ten sposób. Wiesz, że ..
-Że nie lubisz gdy nie możesz czegoś mieć? – dokończyłam za niego.
-Wiesz doskonale, że i tak mi ulegniesz. – uśmiechnął się prowokacyjnie.
-Właśnie, że nie. Musisz się przyzwyczajać, że niedługo na wszystko będziesz musiał czekać.
-Nie prawda.
Spojrzałam na niego zaskoczona, a przed oczami miałam widok pięknej Jasmine. Nieee, jak w ogóle mogę tak myśleć. Bzdura.
-Nie podoba mi się, że mówisz do mnie w tej sposób, jakby dając coś do zrozumienia. – odparłam spuszczając wzrok.
-Skarbie wiem o czym pomyślałaś. Głuptasie zapewniam Cię, że wolałbym cierpieć niż zaspokajać wszelkiego rodzaju potrzeby z pierwszą lepszą koleżanką.
-Przyjaciółką – poprawiłam go.
-Nieważne.
Dość niezręczna, krótka chwila milczenia.
-Co u Twojej mamy? Cieszy się, że przyjeżdżasz? – zapytał w końcu.
-Tak, ale co to zmienia? Będziemy się widzieć wyłącznie późnymi wieczorami i ewentualnie w niedzielę.
-Jak to ? – zapytał.
Usiadłam w końcu obok niego i zaczęłam mu opowiadać to o czym jeszcze nie wiedział.

Cały świat miał świadomość tego, że Justin Bieber nie jest już singlem. Tak więc głównymi tematami, była jego trasa koncertowa i biorąca w niej udział Jasmine Villegas. Co tak naprawdę ich łączy, czy Justin Bieber planuje jakieś zmiany, w życiu prywatnym jak i zawodowym, co w tym czasie będzie robić Hania i jak oboje wytrzymają tak długi okres czasu osobno. Te i jeszcze milion innych zagadnień oblegały prasę i Internet.
-Bieber – zaczął Chaz – jak już zdecydujesz się na Jasmine, mogę przygarnąć Hanie ?
Cała nasza 4 wybuchła gromkim śmiechem.
-A co ze mną ? – zapytał Ryan.
-Byłem pierwszy, masz pecha. – zaśmiał się Chaz.
-Spokoojnie! Ustalimy sobie grafik.
-Ale Haniu! Ja nie lubię się dzielić – zasmucił się Chaz.
-Dobrze, że to wszystko odbieracie w ten sposób, ale zaznaczę to bardzo dobitnie, żeby potem nie było żadnych nieporozumień – Bieber spojrzał na Chaza – Nie zamierzam nic zmieniać, wymieniać, rezygnować …Jasne? Wszystko zostaje po staremu.
-W porządku stary.
Nie mam słów, które dokładnie wyraziłyby to jak dobrze czułam się w towarzystwie Chaza i Ryana. Kiedy spędzaliśmy razem czas, kiedy rozmawialiśmy czułam się tak jakbym znała ich od dawien dawna. A w tym wszystkim najlepsze było to, że wszystko było ze wzajemnością. Uwielbiałam ich za to, że starali się, by nie było między nami żadnych barier, że tak często podkreślali, że w każdej sytuacji staną za mną murem. I nie dlatego, że byłam dziewczyną ich najlepszego przyjaciela.
I choć mieliśmy z Bieberem inne plany na drugą część wakacji, wszystko odeszło w niepamięć, gdy sama nie wiem jakim cudem zeszliśmy na temat wyjazdu całej naszej 4.
Tagi: opowiadanie
03.04.2011 o godz. 17:06

wietrzymy magazyn..hehe
Tagi: ..
30.03.2011 o godz. 13:03

Rozdział 11

Moje serce stanęło, on przestał się ruszać i przez kilka minut trwaliśmy w milczeniu. Czułam jego oddech na swojej skórze, słyszałam szybkie bicie jego serca …Powiedział to. Powiedział to nad czym wciąż się zastanawiałam. Dał gwarancję na to, że to wszystko jest prawdziwe, że dzieje się naprawdę, że choć to tak banalne on żyje dla mnie a ja dla niego.
-Może to słaby moment na wyznanie miłości – szepnął.
-Każdy moment jest idealny. – musnęłam jego ramię.
-Dawno chciałem Ci o tym powiedzieć. Przez taki krótki okres czasu, doznałem tyle szczęścia. Pozwoliłaś mi odkryć co to prawdziwe uczucie i choć ono dopiero się rozwija, wiem ..jestem pewien, że z każdym dniem będzie coraz większe. Wciąż obijały mi się o uszy różne teorie, bajki ..w nic nie wierzyłem, wszystko było dla mnie kpiną, bo przecież nic nigdy nie jest perfekcyjne. I ten brak wiary to był mój błąd. Ludzie mówią, że gdy brak im drugiej osoby, tej na której tak bardzo im zależy, czują się jakby umarła jakaś cząstka ich samych. Jakby z każdym dniem mieli coraz mniej powietrza. Tak się czułem przez ten tydzień. Jesteś moim powietrzem i bez Ciebie umieram…Dlaczego milczysz ?
-Słucham.
-Boje się – szepnął drżącym głosem – Boje się, że to uczucie jest nieodwzajemnione, ale to nic…ja zaczekam. Zawsze będę czekał.
-To nie jest nieodwzajemnione. Kocham Cię Justinie Drew Bieberze. – zaśmiałam się cicho –I zawsze Cię kochałam. I nie chcę byś umierał dlatego obiecuję Ci, że jestem Twoja już na zawsze, cokolwiek będzie się działo.
-Nawet jeśli urwie mi nogę ?
-Hahaha tak.
-A bakłażana ?
-Zawsze – spojrzałam na niego – Nawet jeśli urwie Ci bakłażana.
-A co jeśli nagle mnie sparaliżuje od pasa w dół ? – zaczął się śmiać.
-Nie wiem co Ty sugerujesz, ale nie jestem z Tobą dla Twojego bakłażana. – uśmiechnęłam się – Swoją drogą – zaczęłam, ale nie dokończyłam, bo Bieber mi przerwał.
-Swoją drogą to chciałbym skończyć to co zacząłem. – odparł i zatopił swoje usta w moich, obdarowując mnie kolejnym cudownym pocałunkiem.
Kiedy znów był we mnie, czułam się jakbyśmy byli jednością, a to co właśnie robiliśmy było tego zwieńczeniem.
-Bieeeeeeeeeeeeeeeeeber! – krzyknęłam.
Tylko się uśmiechnął. Nie wiem jak mogłam myśleć, że on to robi tylko po to by robić. Bez żadnego uczucia, bez żadnej wartości ..Ruszał biodrami coooraz szybciej. Czułam, że za chwilę oboje dojdziemy do finału. Na czole wystąpiły mu pojedyncze kropelki potu. Ciało płonęło, oddech był niewiarygodnie szybki. Co jakiś czas zdobywał się na głośniejsze jęki. W końcu trochę zwolnił, zachłannie mnie całował, co chwilę przygryzał moje wargi ..lubiłam to. A on o tym wiedział. Wodził otwartymi ustami po mojej szyi , dekolcie, piersiach, brzuchu ..Znów przyspieszył, co chwilę spoglądał w moje oczy, jakby chcąc się upewnić, czy wszystko jest w porządku, czy nie przesadza, czy nie robi mi krzywdy ..Pozwalałam mu na wszystko. Obiema dłońmi gorączkowo ściskałam pościel, Justin zacisnął dłoń na mojej szyi. Z każdą sekundą coraz mocniej, w końcu nie mogłam oddychać. Wyczuł to i zwolnił uścisk. Podobało mu się, w jego oczach tańczyły małe ogniki. Oparł się dłońmi o łóżko i przyspieszył. Dłonie zbielały mi od kurczowego ściskania pościeli. Kilka minut i było po wszystkim. Zmęczony opadł na łóżko. Obróciłam się do niego twarzą i obserwowałam go. Oboje nie mieliśmy ochoty nic mówić. To było zbędne. Ułożyłam się na brzuchu, czyli tak jak lubiłam najbardziej, zamknęłam oczy i zastanawiałam się choć wiem, że nie powinnam, kiedy się to wszystko skończy. Nie jestem idiotką i choć naprawdę chciałabym wierzyć, zdawałam sobie sprawę, że wszystko co tak piękne i idealne zawsze ma swój kres. Biebs opuszkami palców muskał moje plecy. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, jak zawsze gdy mnie dotykał.
-O czym myślisz? – zapytał.
-Zastanawiam się kiedy to wszystko się skończy.
-Wszystko ? Tzn co ?
-Sposób w jaki ze sobą rozmawiamy, to jak ze sobą żyjemy. Tak pięknie mi dziś wszystko określiłeś.
-To dopiero początek, daj Nam czas. To naprawdę nie musi się kończyć. I błagam Cię, przestań się zastanawiać. Doszukiwać drugiego dna, jakiś błędów i niedomówień. Pozwól by wszystko szło tak jak zostało nam zapisane.
-Boję się rozczarowania.
-Ja się wszystkiego boję. Też myślę o tym, że któregoś dnia to wszystko może pęknąć jak bańka mydlana. Ale potem przestaje o tym myśleć. Nie pozwalam sobie na to. Pozwólmy iść wszystkiemu samoistnie. Wtedy na pewno wygramy. Nic nie planujmy, nic nie zakładajmy. Niech będzie jak ma być. I tyle. Więcej o tym nie rozmawiajmy, bo to tylko nas psuje i niszczy od środka.
-Uwielbiam Twoją mądrość. – otworzyłam oczy –Jesteś cudownym człowiekiem.
-Nie przesadzaj – odgarnął mi kosmyk włosów z twarzy.
-Naprawdę. Uwielbiam w Tobie to, że nie tylko bierzesz, ale również dajesz od siebie tak wiele.
-Wiesz doskonale, że gdybym mógł dałbym Ci nawet gwiazdkę z nieba.
-Ja wcale tego nie chcę, wiesz przecież, że doceniam zupełnie co innego i nie dbam o takie rzeczy. – uśmiechnęłam się i czułam jak serce mi rośnie.
-Od tych niecałych czterech miesięcy już na zawsze Haniu. Ja dla Ciebie tak jak Ty dla mnie. A teraz idę się kąpać.
-Która godzina ? – zapytałam podnosząc lekko głowę.
-3
-Już ? Muszę wracać do siebie.
-Żartujesz? Chcę być przy Tobie gdy będę zasypiać i gdy będę się budzić. Zawsze. Poza tym nie będziesz krążyć po domu o tej godzinie.
-Twoja mama nie będzie zadowolona.
-Ja też nie będę zadowolony, kiedy wrócę, a Ciebie tu nie będzie. Ona musi przywyknąć i po prostu się do tego ustosunkować. Naprawdę nie wiem co ona sobie myślała, że będę mieszkał ze swoją dziewczyną pod jednym dachem, a nie będę mógł z nią spać w jednym łóżku ? Potrzebuje Cię 24 godziny na dobę. Bez przerwy.
-Ojj dobrze już. Idź już do tej łazienki, też chcę z niej skorzystać.
Owinął się prześcieradłem (jakbym nie widziała jego bakłażana) i poszedł się wykąpać. Tak strasznie starałam się nie zasnąć. Po 20 minutach wyszedł, w ręczniku na biodrach z mokrymi włosami. Muszę wspominać, że jest niesamowicie seksowny ? Prawdziwy bóg seksu. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Wzięłam gorący prysznic, ubrałam pierwszą lepszą koszulkę mojego faceta (?) i położyłam się obok niego. Przytuliłam się, opierając głowę na jego torsie.
-Kocham Cię Haniu – szepnął.
-A ja Ciebie. – odparłam i wsłuchując się w rytm jego serca usnęłam.

-Dlaczego na mnie patrzysz ? – zapytałam nie otwierając oczu. Czułam jego wzrok na sobie.
-Bo jesteś taka słodka gdy śpisz.
Otworzyłam oczy. Biebs leżał na boku, głowę podpierając lewą ręką.
-Chciałem Ci powiedzieć, że Cię kocham.
Uśmiechnęłam się szeroko.
-A ja kocham Ciebie.
-I już każdego ranka będę Ci o tym mówił.
-Każdego ranka przez te 4 dni ? - zapytałam i od razu zaczęłam tego żałować. Justin posmutniał.
-Miesiąc. Tylko jeden miesiąc i ani dnia dłużej, obiecuję.
-W porządku. Wiesz, chyba polecę do rodziców. Pattie i tak leci z Tobą, nie będę się męczyć sama w pustym domu.
-Leć tylko przysięgnij, że wrócisz
-Wrócę, zawsze będę wracać. Przysięgam.
Uśmiechnął się półgębkiem – Chodźmy na śniadanie – pocałował mnie delikatnie.
-Chwila, tylko się ogarnę – wstałam z łóżka i wykonałam poranną toaletę. Potem zrobił to Justin, w między czasie skoczyłam do pokoju po szlafrok. Zbiegaliśmy po schodach jak małe dzieci, kto pierwszy ten lepszy, popychając się i śmiejąc na cały głos, nie zważając na to, że Pattie wciąż może spać.
Wparowaliśmy do kuchni, mama Justina siedziała przy stole i czytała poranną gazetę.
-Dzień dobry – zawołaliśmy równocześnie.
Pattie wyjrzała zza gazety.
-Dzień dobry. Jak Wam się spało ?
-Świetnie mamo, a Tobie? – zapytał Justin otwierając lodówkę.
Usiadłam przy stole.
-Całkiem dobrze. Wasze krzyki i jęki pomogły mi zasnąć.
Justin upuścił mleko, które z impetem rozlało się na podłodze, ja natychmiast schowałam twarz w dłoniach i paliłam się ze wstydu.
-MAMO! – krzyknął Justin – Podsłuchiwałaś! Jak mogłaś ?!
-Sprzątnij to rozlane mleko – poprosiła.
-Nie zmieniaj tematu. Czy ja Ciebie podsłuchuje ? Nie mogę uwierzyć, że stałaś pod drzwiami z nadstawionym uchem i słuchałaś. Jesteś obrzydliwa.
-Nie, pewnie nic bym nie słyszała, gdyby nie zachciało mi się pić. Niestety synku wiesz dobrze, że muszę minąć Twoje drzwi by dostać się na dół.
-Trzeba było zawrócić. Wiesz jak ja się teraz czuję?!Jak Hania się czuje ?
-O co tyle hałasu ? Myślisz, że ja nie wiem co Wy wyprawiacie ? Nic do tego nie mam, byle tylko nie było niespodzianki. Jeśli pamiętacie o gumkach to możecie się pindolić nawet pięć razy dziennie.
Justin patrzał na nią zszokowany. Ja zaczęłam się śmiać, choć sama nie wiem, czy był do tego powód. Pattie mi wtórowała.
-Dzieciaki naprawdę, to ludzka potrzeba. Nie ma się czego wstydzić, a teraz Justin sprzątnij to mleko.
Biebs poszedł do łazienki po mopa i posprzątał. Pattie zrobiła nam śniadanie, z wielkim zapałem opowiadając nam o tym o czym doskonale wiedzieliśmy. Informowała nas na ile możemy sobie pozwolić i o czym zawsze musimy pamiętać. Wszystko z wielkim humorem. To nic, że wciąż byłam czerwona jak burak, a Justin kręcił się na krześle, modląc w duchu, by przestała gadać. I wszystko było w porządku, do czasu gdy nie zaczęła nam dokuczać.
29.03.2011 o godz. 14:43

Rozdział 10

Sobotni poranek i południe spędziłam ogarniając dom. Nieprawdopodobne, a jednak. Popołudnie miałam spędzić z chłopakami. Wykąpałam się, ubrałam i pojechałam w umówione miejsce. Najpierw obiad, potem kino. Było całkiem zabawnie, ale na niczym nie mogłam się skupić. Zaledwie kilkanaście godzin do powrotu Biebsa. Wieczór spędziłam z Pattie. Kolejny babski wieczór, spędzony na kanapie, przed TV.
-Przestań się tak wiercić – zaśmiała się Pattie.
-Nie mogę. Nie mogę się już doczekać, a On wciąż nie dzwoni.
-Zaraz na pewno zadzwoni. – powiedziała patrząc na mnie jak na wariatkę. Od samego powrotu do domu, nie rozstawałam się ze swoją komórką.
-Przestań tak kurczowo ściskać ten telefon. Zmęczysz rękę. Może wciąż jest zajęty, na pewno wkrótce zadzwoni.
-Oby jak najszybciej – odparłam i w tej samej minucie telefon zaczął dzwonić.
-A nie mówiłam – zaśmiała się.
-No nareszcie. Wracasz już ? – zapytałam, zapominając zupełnie, ze najpierw należy się przywitać.
-Kochanie, jest mały problem – zaczął ściszonym głosem.
-Problem ? Jaki problem? O co chodzi ? – zapytałam równocześnie podnosząc się z kanapy.
Pattie wcale się tym nie przejęła.
-Chyba będę musiał zostać tutaj trochę dłużej.
-CO!? Żartujesz? Dłużej ? To znaczy ile ?
-Góra tydzień. To naprawdę wyjątkowe okoliczności, wiesz przecież, ze bardzo chciałbym już wrócić.
-Mhm, ok.
-Przepraszam.
-W porządku, rozumiem. Przecież to nie Twoja wina, taka praca – odpowiedziałam, przypominając sobie swoją obietnicę. –Sam tam zostajesz ?
-Pytasz o Jasmine ? Nie ma jej tutaj.
-Mhm, ok.
-Jesteś zła?
-Zła? Nie. Może trochę rozczarowana.
-Naprawdę przepraszam, nawet nie mogłem Ci powiedzieć o tym wcześniej, dopiero się dowiedziałem.
-Mhm, ok.
-Przestań z tym, Mhm ok. – zaśmiał się.
Dźwięk dzwonka przeplatał się z cichym pukaniem.
-Ja otworzę – odparła Pattie i szybkim krokiem ruszyła w stronę holu.
-Macie gości ? – zapytał Justin.
-Nie wiem, ja się nikogo nie spodziewam – odparłam.
-HAAAAAAAAAAAAAAAANIA to do Ciebie – zawołała Pattie.
-Poczekaj chwilę – poprosiłam.
-Jasne.
Ruszyłam w stronę holu. W jednej sekundzie stanęłam jak wryta.
-Nienawidzę Cię! – krzyknęłam patrząc na zadowolonego z siebie Justina Biebera. Podbiegłam do niego, rzuciłam mu się na szyje i jak opętana powtarzałam, że go nienawidzę.
-Niespodzianka skarbie – odparł odsuwając mnie od siebie. Złapał dłońmi moją twarz i musnął moje wargi swoimi. Sekundę potem już się całowaliśmy.
-Ekhem – chrząknęła Pattie.
-Mamo zostawisz nas na chwilę ? – zapytał Biebs.
-Nie. Może usiądziemy, opowiesz nam jak było ?
-Żartujesz ? Chce się przywitać ze swoją dziewczyną. – spojrzał na mnie stęsknionym wzrokiem.
-No właśnie chyba to zrobiłeś – zaczęła się śmiać –Tobie wciąż wszystkiego mało.
-Chodź – załapał mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów
-Justinie Bieberze proszę w tej chwili tu wrócić! – krzyknęła.
Zatrzymał się, odwrócił i spojrzał na nią tępym wzrokiem.
-Nie patrz tak na mnie. Chcę z Tobą porozmawiać.
-Pogadamy rano. Teraz naprawdę mam misję do spełnienia. – odparł i ruszyliśmy na górę.
Wbiegliśmy do jego pokoju,
-Cholera gdzie to jest! – denerwował się, szukając czegoś w półce.
-Czego szukasz? – zapytałam śmiejąc się. Widok zdenerwowanego Biebera zawsze jest całkiem zabawny.
-Tego cholernego klucza ..No mam Cię! – odparł i ruszył w stronę drzwi, po czym zamknął je na klucz. Zanim od nich odszedł, sprawdził, naciskając na klamkę czy na pewno są zamknięte.
Podszedł do mnie i objął mnie w pasie.
-Tak strasznie za Tobą tęskniłem – odparł całując mnie nachalnie. Mocno przycisnął mnie do ściany.
-Tęskniłeś za mną czy za tym ? – zapytałam patrząc mu w oczy.
-Zawsze we wszystkim musisz się doszukiwać drugiego dna ? Za Tobą, za tym ..za wszystkim co ma jakikolwiek związek z Tobą. – I znów mnie pocałował.
-Jak sobie bez tego poradzisz przez cały miesiąc ?
-Nie wiem, będę sobie czochrał bobra.
Wybuchłam śmiechem.
-Chyba bakłażana! Hahahaahah
-Bez różnicy. – powiedział i znów zabrał się za moje usta.
-Nie podoba Ci się ta nazwa ? – zapytałam przerywając kolejny raz pocałunek.
-Haniu musisz tyle gadać ? – zapytał patrząc na mnie.
Tylko wzruszyłam ramionami, po czym stanowczym ruchem przyciągnęłam go do siebie. Znów zaczęliśmy się całować. Samo to było mega podniecające. Bieber krążył dłońmi po moich plecach. W końcu objął swoją dłonią moją szyję, zupełnie tak jakby chciał mnie udusić. Odsunął głowę i kolejny raz na mnie spojrzał. Rozchyliłam wargi i chwilę potem nasze języki znów się spotkały. Puścił moją szyję i oparł dłoń na ścianie tuż przy mojej głowie. Drugą dłonią wodził po moim brzuchu i piersiach. Jeden szybki ruch i moja koszulka leżała gdzieś na podłodzie. Całował moją szyję i ramiona. Z moich ust wydobywały się ciche odgłosy podniecenia. Podniosłam jego podbródek i znów się całowaliśmy. Oparłam dłonie na jego klatce piersiowej i pchnęłam go delikatnie w stronę łóżka. W połowie drogi się zatrzymałam. Odeszłam krok w tył i patrzałam się na niego, jak zaczarowana. Wciąż wydawało mi się, to tak cholernie nieprawdopodobne. Podciągnęłam jego koszulkę i szybkim ruchem się jej pozbyłam. Prawą dłonią objęłam jego kark, drugą wodziłam po jego brzuchu. W górę i w dół. W końcu zjechałam trochę niżej. Otwartą dłonią przejechałam po jego bakłażanie (hahahahaha).
Justin cicho jęknął. Kiedy w końcu tylko krok dzielił nas od jego łóżka, pchnęłam go delikatnie. Opadł na łóżko. Okrakiem usiadłam na nim, odrzuciłam włosy do tyłu i zaczęłam go całować. Postanowiłam, ze dziś ja będę dominować. Z każdą sekundą moje usta były coraz niżej. Wyprostowałam się i zajęłam guzikami od jego spodni. Bieber tylko mnie obserwował. Pierwszy, drugi, trzeci. Nachyliłam się swoją twarzą nad jego i przygryzłam delikatnie jego dolną wargę.
-Powinni Cię zamknąć – szepnął.
-Za co ?
-Za to, że jesteś tak cholernie seksowna.
Nie odpowiedziałam. Znów się wyprostowałam, lekko podniosłam pupę i patrząc mu w oczy, rozpinałam swoje spodnie. Chwilę potem już ich na sobie nie miałam, równie szybko on pozbył się swoich. Teraz on był na górze. Z moim stanikiem poszło mu równie szybko. Krążył swoim językiem po każdym centymetrze mojego ciała. Delikatnie muskał wargami mój brzuch. W końcu jego dłonie wylądowały na moich piersiach. To co się z nim działo, było czystą poezją. W kolejnych minutach pozbyliśmy się reszty bielizny. Bieber opuszkami palców gładził moją skórę. Ramiona, brzuch, uda ..
Ja jęczałam jak mała słodka kotka.
-Czekoladowa ? – zapytał patrząc na mnie z uśmiechem na ustach.
-Mhm.
-Fuck! Zostawiłem torby na dole.
-Brawo! Hahahaa
-Zaczekasz chwilę ? – zapytał.
-Jasne.
Justin pocałował mnie w usta i zszedł ze mnie. Ubrał się szybko i zszedł na dół. Zrobiło mi się trochę zimno, więc przykryłam się kołdrą. Pachniała Bieberem. Uwielbiam ten zapach.
-Już – odparł zdyszany zamykając drzwi.
-Klucz - podpowiedziałam, gdy zbliżał się w moją stronę.
-Zapomniałem – cofnął się i zamknął drzwi na klucz.
Rozebrał się szybko i chwilę potem był już przy mnie. Nie tracił czasu. Znów zaczął się bawić moim ciałem. Jego usta i dłonie w każdej sekundzie były gdzie indziej. Mój oddech znów zaczął przyspieszać, czułam przypływ gorąca i nieograniczonego podniecenia. Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Spojrzałam na niego przerażona.
-Tak mamo? – zapytał Justin, obracając głowę w stronę drzwi.
-Śpicie już ? – zapytała naciskając na klamkę. Serce waliło mi w piersi jak oszalałe. –Dlaczego się zamknęliście ? Justin otwórz te drzwi!
-Mamo możesz dać nam spokój ? Po prostu chcemy się już położyć, naprawdę nic złego się nie dzieje.
-Skoro nic złego się nie dzieje, możesz je chyba otworzyć ? – zapytała.
-Fuck – zaklął cicho – Musisz być taka ? Nie możesz dać nam nawet chwili spokoju ?
-Ok. Tylko ostrzegam Was, że jak któregoś dnia przyjdziecie do mnie z informacją, że za kilka miesięcy będę babcią, będziecie mieć ostro przerąbane. Jasne?!
Zaczęłam chichotać. Za każdym razem to samo.
-Tak mamo, jasne!
-Cieszę się. Dobranoc.
-Więc na czym skończyliśmy ?
Jednym ruchem sprawiłam, że znów byłam na górze. Teraz ja swoimi ustami, językiem i dłońmi bawiłam się jego rozpalonym ciałem. Z podniecenia wciągał brzuch, spokojnie mogłam policzyć wszystkie jego żebra. Sięgnął dłonią po paczkę prezerwatyw. Wyjął jedną i walczył z opakowaniem.
-Ja to zrobię.
Szybko ją wyjęłam, obsunęłam się niżej i umieściłam ją tak gdzie było jej miejsce. Chwilę potem miałam go w sobie. Ruszałam biodrami coraz szybciej. Justin nie pozostawał mi dłużny. Oparłam dłonie na łóżku. Biebs odrzucił moje włosy do tyłu. Moje ciało było konkretnie rozpalone. Musnął wargami moje spierzchnięte usta. Zacisnęłam powieki i wyraźnie jęknęłam. Justina tylko to podnieciło. Chwilę potem leżałam na plechach, nogami oblatałam jego biodra. Bieber poruszał się coraz szybciej. Wyprostował się, a ja dłońmi wodziłam po jego torsie. Nachylił się, spojrzał mi w oczy i prosto do ucha wyszeptał:
-Kocham Cię..
26.03.2011 o godz. 20:54

Rozdział 9

Tęsknota to uczucie, które od wczoraj dzielnie będzie mi towarzyszyć przez długi czas. Z małymi przerwami. I nie pozostaje mi nic innego jak przywyknąć i nauczyć się z nią żyć. To nie będzie ani proste, ani trudne.
Na pewno nigdy nie pozwolę, by ten stan był powodem popadnięcia w depresję. Postanowiłam przyjąć postawę twardej dziewczyny, która jest w stanie pogodzić się z tym co ją czeka. Nigdy więcej niepotrzebnego stresu, bólu, łez i cierpienia. Przecież to tylko kilka dni, tygodni ..nigdy nie miesięcy czy lat. Nie wiem, może próbuję sobie wbić to do głowy na siłę, a gdy przyjdzie co do czego, zapomnę o tym i będę robić tak jak do tej pory. Histeryzować. Nie, nie, nie. Nigdy więcej. On musi czerpać siłę ze mnie, ja z niego. Musimy być dla siebie przykładem. Inaczej nigdy nam się nie uda. Optymistka, ślepo wierząca w to, że tylko szczęście i wszelkie dobra są jej przypisane. Tak od dziś będę o sobie myślała. I choćby nie wiem co, nigdy się nie złamię. – to sobie obiecałam i tego zamierzam się trzymać. Bogu dzięki, że została Pattie, która z wielkim zaangażowaniem próbowała zorganizować mi czas. Przez cztery dni, ulegałam wszystkim jej propozycją. Spędziłyśmy ze sobą dużo czasu, przeprowadziłyśmy tysiące rozmów, banalnych i tych bardziej ambitnych. Otworzyłyśmy się i pozwoliłyśmy poznać. I mimo różnicy wieku, dogadywałam się z nią znakomicie. Mogłybyście pomyśleć, że była dla mnie drugą matką. Ale to nie ten kierunek, była raczej jak przyjaciółka. Wiedziałam, że zawsze będę mogła na nią liczyć, nawet jeśli coś się zmieni między mną i jej synem. Kawałek siebie dała mi podczas rozmów na skypie, gdy byłam jeszcze w PL. Wtedy myślałam, że jak tu przyjadę, wiele się zmieni, że nie będę potrafiła być sobą, że próbując pokazać się od jak najlepszej strony będę musiała udawać kogoś kim nie jestem. Nie musiałam. Ona zapewniła mi pełen komfort już od progu i chyba nigdy się nie dowiem, jak powinnam się za to odwdzięczyć. Kiedy pytam, zawsze odpowiada, że to jest jej obowiązek, że obiecała to mojej mamie, że obiecała to swojemu synowi.

-Jeeeej, wreszcie chwilka spokoju – zaczął Justin, gdy wreszcie znalazł czas, by ze mną porozmawiać. Przez skype oczywiście. Zdjął bluzę i rzucił ją gdzieś w kąt – Już czasem nie mam na to siły. Wiecznie coś nowego ..
-Nie narzekaj, przecież to lubisz – uśmiechnęłam się.
-Tak, ale nie w takim tempie. Fani dają mi energie, kiedy jestem na scenie nie czuję zmęczenia, nie myślę o tym. Skupiam się na śpiewaniu, na zrobieniu dobrego show, które każda z nich zapamięta na długo. Ale kiedy z niej schodzę, czuje się jakbym nie spał dwie doby, nie chce mi się jeść, nic mi się nie chce. – odparł i przetarł dłońmi twarz. –A co w domu ?
-Nie zmieniaj tematu. Jak to nie chce Ci się jeść ? Masz jeść! I to nie jest prośba. Proszę Cię dbaj o siebie.
-Nic mi nie będzie – odparł stanowczo.
-Już masz słaby organizm, doigrasz się, a ja Cię tylko grzecznie proszę. To przecież nic wielkiego.
-Dobrze, będę jadł i odpoczywał w każdej wolnej chwili. A więc ? W domu wszystko w porządku ?
-Tak.
-Nie nudzisz się ?
-Nie.
-To dobrze.
Odnosiłam dziwne wrażenie, że coś się dzieje. Rozumiem jego zmęczenie i wyczerpanie, ale nigdy nie rozmawiał ze mną tak obojętnie, bez żadnych emocji.
-Bieber coś się dzieje?
-Nie, a co miałoby się dziać ? – zapytał wzruszając ramionami.
-Nie wiem, dlatego pytam. Może nie masz ochoty na rozmowę ? –zapytałam, bijąc się z najgorszymi myślami.
-Mam ochotę. Po prostu chyba nie mam humoru. Chcę wrócić do domu, przytulić się do Ciebie i żyć z dnia na dzień, beztrosko. Tak jak przez te wszystkie dni, od czasu Twojego przyjazdu.
-Myślisz, że ja tego nie chcę ? Całkiem zapomniałam, że mam rodzinę, mamę, która z pewnością bardzo za mną tęskni, tatę, który co dzień zastanawia się czy nie kłamię, mówiąc, że wszystko jest w porządku i że jestem tu szczęśliwa. Nawet czasem zapominam, że Diana co dzień czeka na jakiekolwiek wiadomości, że z nią też muszę rozmawiać, utrzymywać kontakt. Cały mój świat, ograniczył się do jednej osoby, Ciebie. I nic więcej mnie nie interesuje.
-Strasznie za Tobą tęsknie. Jeszcze niecałe 3 dni i będę w domu. Myślałaś już o tym, co będziemy robić? – zapytał, uśmiechając się blado.
-Nieee, nigdy o tym nie myślę. Co będzie to będzie. Na pewno nie będziemy się nudzić.
-Ymm wiesz, od następnego wyjazdu nie będę już sam.
-Co ?
-Jasmine będzie śpiewać ze mną na koncertach.
CO KURWA?! – pomyślałam. Tylko nie ona, przecież wiem co o niej wypisują, co ona kombinuje, na co liczy ..
-Aha – tylko na tyle się zdobyłam.
-Wszystko będzie dobrze, to tylko koleżanka.
-Taaa, jasne. Wiem.
-Nie ufasz mi.
-Ufam Tobie, ale jej nie.
-Daj spokój, przecież widzę Twoją minę. Jesteś zazdrosna.- zaśmiał się.
-Jestem wkurzona, a nie zazdrosna. Od kiedy o tym wiesz?
-Od wczoraj.
-Hmm sam jej to zaproponowałeś? –zapytałam.
-Nie, ona wyszła z taką propozycją.
-Fajnie.
-Ty serio jesteś zazdrosna.
-Nie, nie jestem zazdrosna.
-Hania, my jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-Tak tak, ja wiem. Ona wie, że masz dziewczynę ?
-Skarbie, cały świat już o tym wie. To była pierwsza rzecz o jakiej poinformowałem dziennikarzy w wywiadach.
Jeśli myślałam, że nic nie jest w stanie zepsuć mi humoru, to grubo się myliłam. Będzie z nią spędzał więcej czasu niż ze mną ..wiecie czym może to grozić ? Może nie powinnam myśleć w ten sposób, ale plotki mówią same za siebie. I skąd mam wiedzieć, czy przypadkiem nie są prawdziwe.
-Czy Ty wiesz co o niej piszą?
-Mhm. Nawet jeśli ma taki zamiar, to dlaczego miałbym jej nie pomóc ? Mnie też ktoś kiedyś pomógł.
-To co innego.
-Nie, to jest to samo Haniu.
-Tylko, że Usher nie próbował Cię w sobie rozkochać – odpowiedziałam całkiem poważnie, na co Justin zaczął się śmiać.
-Nie wierz w to o czym piszą w gazetach. Od teraz wszystko się zaczyna, jedna wielka karuzela, pełna oszczerstw, plotek i miliona kłamstw. Musisz się uodpornić na to i zastanowić w co i komu chcesz wierzyć.
-Wiesz przecież, że Ci wierzę. Już mówiłam.
-Zaraz muszę uciekać, mam kolejny wywiad. Jak wrócę to spokojnie Ci wszystko wyjaśnię, nie musisz się martwić, mieć obaw ..To naprawdę tylko wspólne koncerty, nic więcej.
-Dobrze, już nie mów o tym. I tak nic na to nie poradzę.
-Piękna jesteś gdy się złościsz – uśmiechnął się.
-Akurat.
-Naprawdę. Aaa dzwoniłem do Chaza. Wpadną jutro do Ciebie z Ryanem, więc piątek zleci Ci w towarzystwie dwóch przystojnych gentelmanów, hahaha.
-Potem cała sobota i w niedzielę rano, już wrócisz ?
-Tak. To znaczy nie wiem czy rano czy po południu, ale na pewno w niedzielę. Muszę iść, trzymaj się kochanie i baw dobrze. I nie myśl o tym, o czym Ci powiedziałem.
-Łatwo Ci mówić – odparłam, ale już tego nie usłyszał.
Chaz wpadł na genialny pomysł, żeby zagrać w scrabble. Siedząc na podłodze w moim pokoju, rozpoczęliśmy prawdziwą burzę mózgów.

-Hania skup się! – krzyknął Ryan
-Właśnie jestem skupiona! Haha myślę – odpowiedziałam śmiejąc się.
-Możesz trochę szybciej ? – zapytał Chaz – Nigdy tego nie skończymy.
-Nie marudź, już mam – odparłam i ułożyłam kolejny wyraz.
-Dlaczego Bitch ? – zapytał Chaz patrząc na mnie tępym wzrokiem.
-Nie chwalił Ci się Biebs z kim od następnego wyjazdu będzie śpiewał na koncertach ?
-Ymm coś wspominał, ale chyba się tym nie przejmujesz ?
-Nieee, w ogóle.
-Jesteś zazdrosna – zaśmiał się Ryan.
-Nie jestem zazdrosna, tylko ta dziewczyna ma nie po kolei w głowie i przysięgam, że wydrapię jej oczy, jak zrobi coś czego robić nie powinna .
-To znaczy ?? – zapytał Ryan – Co mogłaby zrobić ?
-Cokolwiek. Rozumiem, że chce zrobić karierę, Bieber chce jej pomóc, ale na tym ma się skończyć.
-Ahaaa, czyli tylko kontakty czysto zawodowe ? Inaczej ma do czynienia z Tobą?
-Dokładnie.
-W takim razie, jak i z Tobą to i z nami. Ale nie masz się czym martwić, Justin jest w Tobie tak zakochany, że wątpię, aby miał ochotę na jakiekolwiek ekscesy z innymi pannami. –odparł Chaz.
-Wiesz, wszystko w jednej chwili może się zmienić.
-Coooś Ty, zapomnij. Znamy go najlepiej na świecie. Jak był z Caitlin nie zwracał uwagi na inne laski. A zapewniam Cię, że nie kochał jej tak jak Ciebie.
-Ale ja nie wiem czy on mnie kocha, chyba nie. – odpowiedziałam, a serce zaczęło mi mocniej bić.
-Może się na tym nie znam, ale kiedy dzwoni do mnie i przez okrągłą godzinę potrafi nawijać tylko o Tobie, to znaczy, że musi Cię kochać. Zresztą co ja Ci będę mówił, znam go i tyle. Musisz wierzyć mi na słowo. –uśmiechnął się Ryan.
-A Ty? Czujesz coś do niego ? – zapytał Chaz.
-Chaaaaaz, stary jakie Ty idiotyczne pytania zadajesz. Spójrz na nią! Przecież z kilometra widać, że go kocha.
-Spokojnie, chciałem się tylko upewnić. Haha Więc kochasz czy nie ?
-Zaraz Ci przywalę – Ryan widocznie tracił cierpliwość.
-Zejdź ze mnie! Zapytać nie mogę ?
-Może ona nie chce gadać o takich sprawach z nami, nie naciskaj.
-Kocham. – odparłam w końcu. Przecież nie mam się czego wstydzić, nawet jeśli Biebs tego nie odwzajemnia. Ryan przewrócił oczami.
-Wiesz, ja bym chętnie poszedł na wesele – zażartował Chaz.
-Hahahahaahah no chyba nie koniecznie. Przynajmniej nie w najbliższym czasie. – odpowiedziałam.
25.03.2011 o godz. 21:26

Rozdział 8

Z niczym się nie spieszyliśmy, widziałam, że z każdą minutą jest coraz bardziej podniecony i sprawiał nawet wrażenie zadowolonego. Z siebie. Zero stresu, niepotrzebnego napięcia czy zażenowania. Było cudownie. Gdyby nie to cholerne gorąco …
-Zaraz spłonę – powiedziałam najciszej jak umiałam, wbijając paznokcie w ciało Biebsa. Zastanawiałam się, ile pornoli dziennie ogląda, bo skądś musiał się tego wszystkiego nauczyć. Był niesamowity. – Zwolnij trochę ogierze! – zaśmiałam się.
Zatrzymał się i spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi oczami, w których tańczyły małe iskierki. Nie miał zamiaru zwalniać. Wpadł w jakiś cholerny trans. Obdarzył mnie milionem gorących pocałunków, jego subtelny dotyk nie miał końca. Pożądanie – coś co biło z nas na kilometr. W końcu zdyszany opadł na łóżko. Pomyślałam sobie, że to jedna ze scen z jakiegoś tandetnego filmu dla nastolatków, gdzie seks to tylko seks. Ok., zrobił to co miał do zrobienia, a teraz spadaj mała, nie jesteś mi już potrzebna. Obrócił się na bok i opuszkami palców gładził mnie po brzuchu.
-Czy to miało dla Ciebie jakieś większe znaczenie ? Czy zrobiłeś to, by w końcu się dowiedzieć jak to jest, a to, że akurat ze mną było mało istotne ? – zapytałam obracając się do niego twarzą.
-Zrobiłem to, bo oprócz tego pierścionka chciałem dać Ci coś, czego nie dałem jeszcze żadnej dziewczynie. Siebie – w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie traktuję Cię przedmiotowo, nie myśl w ten sposób. Pytałem czy na pewno tego chcesz, chciałem byś była tego pewna. Mogłaś odmówić, nic by się nie stało. Jeśli masz wyrzuty sumie..
-Nie mam – przerwałam – Po prostu chciałam wiedzieć. Taka odpowiedź mnie satysfakcjonuje. – uśmiechnęłam się do niego tak, by wiedział, że nie kłamie.
-To jest mega ważna sfera w życiu dwojga ludzi, nie chciałbym robić tego z dziewczyną na której mi nie zależy. Jeśli zrobiłem coś czego nie powinienem, albo zachowałem się niestosownie w jakikolwiek sposób – przepraszam. Nie chciałem Cię do niczego zmuszać, ani krzywdzić. Ale patrząc Ci w oczy widziałem, że pragniesz tego tak jak ja ..
-Daj spokój, nie mamy po 13ście lat, byłam świadoma, chciałam tego i nie masz za co przepraszać. Po prostu chciałam wiedzieć dlaczego – uśmiechnęłam się i przytuliłam do niego – Koniec tematu.
Nie liczyłam kolejnych minut, marzyłam o tym, by czas się zatrzymał. Bym mogła leżeć przy nim przez całą wieczność, nie martwiąc się niczym.
-Dlaczego drżysz ? – zapytał podnosząc głowę. Podniósł kołdrę z ziemi i przykrył mnie po same uszy.
-Dlaczego Ty jesteś tak niepoprawnie idealny ?
-Nie jestem idealny. Tyle czasu, a Ty jeszcze nie zauważyłaś ?
-Nie.
-W takim razie jeszcze się przekonasz. Nie ma ludzi idealnych, a ja mam masę wad. Z czasem to przyjdzie, jeszcze będziesz miała mnie dość.
-Nie mów tak, wcale nie chcę mieć Cię dość.
-Przecież to nic złego. Lepiej mi powiedz co będziesz robić przez ten cały tydzień.
-Tęsknić i myśleć – uśmiechnęłam się do niego
-Tęsknotę rozumiem, ale myśleć ? O czym ?
-O Tobie, o tym czy wszystko z Tobą w porządku.
-Zbliżają się wakacje, Twoje urodziny, zastanawiałaś się nad tym ?
-Kochanie do moich urodzin jeszcze ponad dwa miesiące, mamy środek czerwca, do września jeszcze kupa czasu.
-Tylko tak Ci się wydaje. Cały lipiec spędzimy osobno. Ale obiecuję, że sierpień będzie naszym miesiącem. Chciałbym pojechać z Tobą na wakacje ..
-To dobry pomysł, a dokąd ?
-A dokąd byś chciała?
-Czy to ważne ? Gdziekolwiek. Z Tobą wszędzie będzie mi dobrze.
-Wiesz, zastanawiam się czasem nad naszymi dialogami. Są takie urocze, pełne czułych słów, niemal romantyczne. Myślałaś o tym, czy kiedyś to wszystko minie ? Czy z biegiem czasu, zaczniemy rozmawiać ze sobą bardziej obojętnie, nie zważając na słowa ?
-Za dużo myślisz. Mówisz to co czujesz, to co chcesz powiedzieć. Tylko Ty wiesz czy kłamiesz. Po co to niszczyć? Nie, nie zastanawiałam się. I nie mam potrzeby odzywać się do Ciebie w inny sposób, mam zmyślać? Po co ?
-Nieee, oczywiście, że nie. Tylko pomyśl, czasem to wszystko naprawdę wygląda jak z jakiegoś romansidła. – zaśmiał się.
-Możliwe, ale ja wcale nie chcę tego zmieniać.
-Ja też nie, tylko tak mówię ..Gdyby mama Cię pytała gdzie byliśmy, powiedz, że na spacerze. Na pewno będzie wypytywać, jest dość późno.
-Więc ona nie wie?
-Oczywiście, że nie. Wie o pierścionku, wie o tym, że zamierzałem spędzić z Tobą wieczór, kawałek nocy – ale nie w ten sposób. Gdybym jej powiedział, że mam zamiar kochać się z Tobą, najprawdopodobniej dostała by zawału, a zdaniom w stylu ‘ Przesadzasz, masz 17 lat, jeszcze masz czas na takie rzeczy. A jeśli ..nie chcę być jeszcze babcią! Powtarzam Ci to setny raz!’ nie byłoby końca.
-Hahaha moja mama na pewno też nie jest jeszcze gotowa na bycie babcią.
-Swoją drogą – podniósł się i rozchylił usta – Dziękuje Ci za to.
-Przestań – uniosłam głowę i pocałowałam go.
I znów się zaczęło. Przyspieszony oddech, miliaaaaaaaard pocałunków i cała reszta tzw. gry wstępnej.
-Cholera! – syknął zajrzawszy do portfela.
-Przykro mi skarbie, ale nic z tego, jeśli nie zabezpieczysz swojego bakłażana – kurwa! Nie wierzę, że powiedziałam to na głos!
-Bakłażana ? – zapytał i wybuchnął śmiechem – Dlaczego bakłażana ?
-Jeśli wolisz może być ymm szparag hahahahaha, ale sądziłam, że bakłażan to całkiem niezły komplement. –Justin spojrzał na swoje przyrodzenie i mimowolnie się uśmiechnął.
-Tak Haniu, bakłażan może być. Zdecydowanie bardziej oddaje charakter mojego penisa, niż szparag.
Przysięgam, że nigdy nie śmiałam się głośniej niż tej nocy. Z drugiego razu nic nie wyszło, ale żadne z nas nie czuło się zawiedzione. Justin sięgnął po telefon, który leżał na stoliku nocnym i wybrał numer recepcji.
-Dobry wieczór, chciałem zapytać, czy mógłbym zamówić coś do jedzenia ? – spojrzał na mnie zdziwiony, bo odpowiedź była pozytywna. –Co chcesz?
-Cokolwiek. Frytki! I kurczaka.
-Mhm, tak. 417. W takim razie poproszę kurczaka z frytkami dwa razy, Ok. Dziękuje.
Kiedy jedzonko zostało nam dostarczone, pochłonęliśmy wszystko w niecałe 20 minut. Potem szybki prysznic (osobno ;D ) i zaczęliśmy się powoli zbierać do domu. Dochodziła 5. O 7 Justin miał samolot do Berlina. Jadąc do domu, zaczęło mi się zbierać na płacz.
-Mogę jechać z Tobą na lotnisko ? – zapytałam cicho.
-Na pewno tego chcesz? – zapytał patrząc na mnie, jego oczy były smutne.
-Tak.
-W porządku.
Dojechaliśmy do domu, Justin poszedł się pakować, ja natomiast przebrać. Kiedy byłam już w swoim ulubionym dresie, poszłam do Biebsa.
-Cholera, już sam nie wiem co mam zabrać – biegał po pokoju w tą i z powrotem.
-Cokolwiek założysz Twoje fanki i tak będą pod wrażeniem. – odparłam, wzruszając ramionami.
Do pokoju wparowała Pattie.
-Masz tu świeże pranie – rzuciła wszystko na łóżko – Justin to tylko tydzień. Dumasz nad tym gorzej niż dziewczyna. – skomentowała patrząc na bezradnego syna.
-Skończ mamo. – odpowiedział chamsko.
-Nie tym tonem.
-Nie pomagasz mi swoim gadaniem. Zresztą to wszystko nie ma znaczenia. Zrozum kobieto – obrócił się do niej – ZOSTAWIAM JĄ SAMĄ NA CAŁY, OKRĄGŁY JEBANY TYDZIEŃ! – wyrecytował –Myślisz, że mi łatwo ?
-Rozumiem, ale nie musisz przeklinać.
-To mnie nie stresuj.
-Uspokój się. To tylko tydzień, sam mówiłeś, że szybko zleci. – próbowałam go uspokoić.
-Wczoraj. Najchętniej rzuciłbym to wszystko, porwał Cię i wywiózł w pizdu, nie odwracając się za siebie, mając wszystko w dupie ..
-Za chwilę się z tym pożegnasz jak nie przestaniesz przeklinać! – odpowiedziała całkiem wkurzona Pattie.
-Kurwa kurwa kurwa! Już ? Pożegnałem się ?
-Jesteś bezczelny – odparła widocznie tracąc cierpliwość.
-Nie, próbuje Ci uświadomić, że naprawdę tego chce.
-Nie chcesz, nie mów tak i opanuj się. Nie wmówisz, że nagle z dnia na dzień kariera przestała mieć dla Ciebie znaczenie. – powiedziałam, stając po stronie Pattie.
-Są ważniejsze rzeczy niż kariera – skwitował, wrzucając ze złością ubrania do walizki.
-Masz rację, ale w naszym wypadku to w ogóle nie podlega dyskusji.
-Dobra, skończmy to.
Skończyliśmy. Justin szybko się spakował, Pattie próbowała mu przemówić do rozsądku, skłonić do zastanowienia się nad swoim zachowaniem, ale On zachowywał się tak, jakby naprawdę to wszystko czym dotychczas się zajmował było mu obojętne. Kenny przyjechał po Nas i pojechaliśmy. To było najcięższe 30 minut w moim życiu. I zdawało się, że nie tylko w moim. Całą drogę trzymał mnie za rękę. Wysiedliśmy z samochodu. Pattie była całkiem spokojna. Załatwili wszystkie formalności i czas odlotu zbliżał się wielkimi krokami.
-Obiecuję, że codziennie będę dzwonił i pisał. W wolnym czasie będę na skypie. Wytrzymamy – przytulił mnie tak jak jeszcze nigdy. Niemal łamiąc mi wszystkie kości .
-Nie wytrzymam. Nie po wczorajszej nocy – wyszeptałam mu do ucha łamiącym głosem.
Złapał dłońmi moją twarz i patrząc mi w oczy stanowczym głosem powiedział:
-Wytrzymamy. To tylko chwilowe rozstanie. Nie przeżywajmy tego tak jakbyśmy już nigdy się nie zobaczyli – I to powiedział ten, który godzinę temu pełen pretensji, krzyczał na swoją mamę.
Paparazzi zlecieli się ze wszystkich stron. Świetnie! – pomyślałam.
-Nie zwracaj na nich uwagi.
-Justin czas na Ciebie – krzyknęła Pattie, próbując przekrzyczeć setki głosów wokół nas. Milion pytań, stwierdzeń, zarzutów .. Justin objął mamę, kazał jej przysięgać, że nie pozwoli na to, by stała mi się jakakolwiek krzywda. Kiedy setny raz powiedziała, że przysięga, przyszedł do mnie, pocałował mnie i razem z Kennym ruszył w stronę bramek. Nie minęła minuta JB był z powrotem. Podbiegł do mnie, musnął moje wargi swoimi. Spojrzał na mnie swoim magnetyzującym wzrokiem i odparł:
-Już za Tobą tęsknie.
I zniknął w tłumie.
_______
22.03.2011 o godz. 23:17

Rozdział 7

Poszłam wciąć prysznic, bo czas naszego wyjścia zbliżał się nieprawdopodobnie szybko. W tym czasie mój osobisty stylista miał za zadanie wybrać mi coś, co będzie odpowiednie na tę wciąż mi nieznaną okazję. Wyszłam z łazienki owinięta w ręcznik.
-Awww wracaj tam z powrotem – spojrzał na mnie, a jego buzia mimowolnie się otworzyła.
-Daj spokój. Nic nie widać.
-Woooooow, w moich oczach już jesteś naga – zagryzł dolną wargę.
-Mmm i ?
-Co ‘ i? ‘ – zapytał zbliżając się do mnie. Objął mnie w pasie i pocałował w usta.
-Spełniam Twoje wymagania ?
-W stu procentach – odpowiedział i nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Jego wargi błądziły po mojej szyi. Czułam jego przyspieszony oddech.
-Bieeeber, to się źle skończy. Opanuj się – zaczęłam się śmiać, przytrzymując ręcznik.
-Skoro już tu zostałaś, pozwól mi na to. Błagam! – krzyknął wędrując swoimi dłońmi po moim ciele.
-Mmm kochanie, nie masz za ciasno ? - wybuchłam nieopanowanym śmiechem i wolnym krokiem zaczęłam się cofać. Spojrzałam na jego krocze i zaczęłam się śmiać jeszcze bardziej.
-Kurwa! Widzisz jak na mnie działasz ? – zapytał, zakrywając się dłońmi –I przestaniesz się śmiać ? Nie pomagasz mi tym.
-Ojj Bieber Bieber, ktoś tu się chyba zawstydził.
-Nieważne. – odpowiedział i znów ruszył w moją stronę.
-Ojj nie nie nie. Natychmiast się opanuj, bo zacznę krzyczeć.
-Ile tylko masz sił w płucach kochanie – odparł i się zatrzymał – wiedz o tym, że dziś wieczorem jesteś moja. I tam gdzie Cię zabiorę nikt Ci nie pomoże.
-Czy Ty mi grozisz ? – zapytałam, tłumiąc śmiech.
-Tylko ostrzegam – spojrzał na mnie, oblizując wargi.
-Lepiej pokaż co wybrałeś, mądralo – zmieniłam temat, choć po głowie chodziło mi milion niegrzecznych myśli. Jeśli on mówił o tym, o czym ja ( i Wy) myślę, to będzie to z pewnością gorąca noc.
-To jest świetne i wyeksponuje Twoje nogi. Poza tym łatwo się zdejmie – puścił mi oczko.
-Ja naprawdę nie wiem, co Ty zaplanowałeś, ale nie radziłabym Ci robić sobie jakichkolwiek nadziei. – odpowiedziałam, choć naturalnie ..nie miałam zamiaru się opierać.
Sukienka jest całkiem ładna, jest nawet jedną z moich ulubionych. Do tego sandałki w zbliżonym odcieniu, mała torebka i bransoletka, którą dostałam na 17 urodziny od mamy. http://img832.imageshack.us/i/zestaw1v.jpg/
-A Ty ? co założysz ? Garnitur ? – spojrzałam na niego, czekając na odpowiedź.
-Kochanie, ja jestem seksowny sam w sobie, prawda ? Nie muszę się stroić, by dobrze wyglądać.
I w tym momencie totalnie mnie zatkało.
-yyy eee noo tak. Zdecydowanie tak. Masz rację. I doprawdy doceniam Twoją …szczerość. Narcyzie.
Swoją drogą, sugerujesz, że ja muszę się stroić, by jakoś wyglądać ? – dodałam.
-Nieee, oczywiście, ze nie. Chyba nie odebrałaś tego tak na serio? Przecież, ja tylko żartowałem. Doskonale wiesz, że zachwycasz całą sobą, bez jakichkolwiek ozdób.
-To było dziwne. Nieważne. Idę wysuszyć włosy. - powiedziałam i po kilku sekundach zniknęłam w łazience.
-To ja się wykąpie. – zakomunikował Biebs i zaczął ściągać koszulkę.
-Eee tutaj ?
-A dlaczego nie ? – zapytał zdziwiony.
-No to chyba oczywiste ?
-No właśnie ? Więc dlaczego jesteś taka zdziwiona ?
-Nieeee, Ty mnie chyba źle zrozumiałeś. Wiesz ..
-Dobra – przerwał mi – Tylko żartowałem. Chciałem zobaczyć jak zareagujesz.
-Justin! – krzyknęłam, ale on wyparował z łazienki jak oparzony.
Suszyłam włosy, ale robiłam to tak niestarannie, że po całym tym procesie wyglądałam jak strach na wróble. Nosiło mnie i to całkiem konkretnie. Szczerze ? NIE MOGŁAM SIĘ DOCZEKAĆ WIECZORU. Hotel, samochód, winda ? Cokolwiek, byle z nim. Już pierwszego dnia nie miałam oporów, a dziś..tylko mnie nakręcił. Wyprostowałam włosy, zrobiłam lekki make-up, ubrałam się i byłam gotowa. Zaczęłam się nawet stresować, co na pierwszy rzut oka mogłoby się wydać całkiem zabawne. Ale nie wiedziałam dokąd mnie zabiera i co mnie czeka. Chyba nawet trochę się bałam. Ale ten strach nawet mnie podniecał. Zeszłam na dół, w salonie siedziała Pattie.
-No no noo – zagwizdała – pięknie wyglądasz.
-Dziękuje bardzo. To może – podeszłam i usiadłam na skraju kanapy – to może tak po znajomości, zdradzi mi Pani dokąd Bieber mnie zabiera ?
-Naprawdę chcesz wiedzieć ? Nie lubisz niespodzianek ? Zresztą ..jesteś dobrą aktorką ? W razie czego masz niewiele czasu, by opanować ‘zachwyt’ – odpowiedziała.
Całkiem zbiła mnie z tropu. Może, to kłamstwo. Może wcale nie wyjeżdża ? – zaczęłam się zastanawiać.
-Dobra, to ja jednak poczekam.
-Dobry wybór. Zobaczysz, to coś wyjątkowego. Pierwszy raz widziałam w oczach mojego syna takie zaangażowanie. Chyba mu nigdy na niczym bardziej nie zależało.
-MAMO! Wygadałaś się?! Prosiłem! – zaczął krzyczeć zbiegając ze schodów.
-Nic nie powiedziałam. – odparła wzruszając ramionami.
Pewnym krokiem wkroczył do salonu, a mnie jak za każdym razem szczęka opadła. Znów wyglądał jak Bóg seksu. Czarne spodnie, oczywiście spuszczone do połowy jego zgranych pośladków, czarny T-shirt i czarna koszula. I standardowo – czarne Supra.
Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy.
-Teraz mi powiesz dokąd jedziemy czy to nadal tajemnica ? – zapytałam i próbowałam na niego nie patrzeć, bo widok jak oblizuje swoje wargi, albo poprawia włosy tylko podnosił mi ciśnienie.
-Na kolację – spojrzał na mnie, a w jego oczach dostrzegłam małe iskierki.
-I z tego robiłeś taką tajemnicę ?
-Musisz się nauczyć cierpliwości, poza tym powiedziałem Ci tylko gdzie jedziemy. Nic więcej nie wiesz.
-Nie lubię Cię.
-I tak Ci nic nie zdradzę.
W koooońcu dojechaliśmy. Justin wysiadł z samochodu i otworzył mi drzwi. Jak się dowiedziałam zaraz po wejściu do restauracji, stolik był zarezerwowany. W głębi Sali. Kelner przyniósł menu i zapytał czy mamy ochotę na coś do picia.
-Ja poproszę wodę – odpowiedziałam lekko skrępowana.
Bywałam w takich eleganckich restauracjach, ale zwykle z rodzicami. Nie wiedziałam jak się zachowywać, byłam nawet trochę spięta.
-Coś się dzieje? – zapytał patrząc mi w oczy.
-umm nie. Wszystko w porządku. Dlaczego pytasz?
-Bo wyglądasz na przestraszoną. – odpowiedział i uśmiechnął się delikatnie, a wzrok zatopił w karcie menu – Na co masz ochotę ?
‘Na Ciebie do cholery jasnej! Po cholerę te gierki ?!’
-Może być mahi mahi z salsą.
Było mi wszystko jedno co będę jeść, niech ta kolacja skończy się jak najszybciej – błagałam w myślach. Justin zawołał kelnera i złożył zamówienie.
-Kiedy wyjeżdżasz ? – zapytałam.
-Jutro rano.
-Juuuuuż?
-Niestety. Ale to tylko tydzień – załapał mnie za dłoń – Wiesz, bo w sumieee..- zaczął.
-Tak ?
-Cholera stresuje się – westchnął cicho
-No nie wygłupiaj się, mów o co chodzi! – poprosiłam, bo w gruncie rzeczy obawiałam się najgorszego.
Sięgnął do kieszeni i trzymając coś pod stołem zaczął mówić coś sam do siebie.
-Justin ? Jestem tutaj. Powiesz mi w końcu o co chodzi ?
Kelner przyszedł z naszym zamówieniem. Jedzenie było teraz ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę.
Serce waliło mi w piersi, jakby dając znaki, ze zaraz wyskoczy.
Wstał, jedną dłoń trzymał za sobą.
-Wiesz ..-wyciągnął dłoń zza pleców, w której trzymał małe beżowe pudełeczko – Chciałem zapytać czy zostaniesz moją dziewczyną? – wypalił w końcu, otwierając to pudełeczko. W tej samej chwili serce mi stanęło. Moim oczom ukazał się najpiękniejszy pierścionek jaki w życiu widziałam. http://img823.imageshack.us/i/piercionek.jpg/
Wstałam. Justin złapał mnie za dłoń i założył pierścionek na palec. Rzuciłam mu się na szyje.
-Chciałem, żeby to było coś wyjątkowego, żebyś patrząc na to, zawsze pamiętała o tym, że jestem tylko dla Ciebie i że nigdy się to nie zmieni. - objął dłońmi moją twarz. – Codziennie sprawiasz, ze się uśmiecham. I wiedz o tym, ze to nie są tylko puste słowa. Może na to wszystko jest zbyt wcześnie. Nie wiem. Leje na to. W końcu na zakochanie nie ma reguły. Chce wiedzieć, czy będziesz na mnie czekać ? Za każdym razem, gdy będę wyjeżdżał bez Ciebie ? To Twoja jedyna szansa, by jeszcze zrezygnować.
-Nie chcę rezygnować. Już zawsze będę czekać. – odpowiedziałam i musnęłam jego wargi – Dziękuje. Dziękuje Ci za wszystko.
-Będziesz to jeść ? Bo ja jakoś straciłem apetyt – spojrzał na mnie wyczekująco.
-Ja też. Po prostu mnie stąd zabierz.
Justin zostawił pieniądze na stoliku i najszybciej jak się dało opuściliśmy restaurację. Wsiedliśmy do samochodu i po niecałym kwadransie byliśmy przy hotelu. Zanim wysiedliśmy, Justin złapał mnie za kolano i patrząc swoimi czekoladowymi oczami, zapytał:
-Jeśli nie chcesz, po prostu mi powiedz. Nie chcę Cię do niczego zmuszać.
-Długo mam jeszcze czekać ?
Przebiegliśmy przez parking. Justin załatwił wszystko w recepcji i ruszyliśmy w stronę windy.
Na całe szczęście była pusta. Nie mogłam czekać, rzuciłam się na niego jak psychopatka. Justin podniósł mnie do góry, oplotłam nogami jego biodra i przyciskając mnie do ściany windy całowaliśmy się, jakbyśmy robili to pierwszy raz w życiu. Zachłannie i bardzo namiętnie. Zaczęłam rozpinać jego koszulę ..
-Cholera! – syknął. Zbliżaliśmy się do 6 piętra. Justin mnie puścił i nerwowo zaczęłam poprawiać włosy. Spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Złapał mnie za rękę i gdy tylko drzwi się otworzyły ruszyliśmy w poszukiwaniu pokoju 417.
-Czy to naprawdę jest takie trudne ? – zapytał Biebs mijając kolejne drzwi.
-To tu – spojrzałam na niego. Był cały rozpalony. Widok bezcenny.
Otworzył kartą drzwi. Nawet nie mieliśmy czasu ich zamknąć. Przycisnął mnie do ściany i zaczął błądzić dłońmi po moim ciele. Dokończyłam rozpinać jego koszulę, jego dłoń właśnie zawędrowała pod moją sukienkę. Znów podniósł mnie do góry. Nogą pchnął drzwi, zamknęły się. Ruszyliśmy w głąb pokoju. Delikatnie rzucił mnie na łóżko i przywarł swoim ciałem do mojego.
-Zaczekaj – zepchnęłam go i zaczęłam ściągać sandałki. Kiedy skończyłam, usiadłam na nim, ściągnęłam tą cholerną koszulkę i zaczęłam całować każdy centymetr jego ciała. Oddychał coraz szybciej. Mój język zataczał małe kółka wokół jego sutków. Zatopił swoje dłonie w moich włosach. Jeden szybki ruch i już byłam na dole. Justin ściągnął buty, spodnie i zabrał się za mnie. Usiadłam na łóżku, a on wciąż mnie całując próbował dać sobie radę z suwakiem z tyłu sukienki. W końcu mu się udało, kilkanaście sekund później byłam już całkiem naga. On też. Było mi tak cholernie gorąco, czułam jak moje, jego ciało ..płonie. Nasze dłonie nawzajem poznawały nasze ciała. Jego dotyk był tak nieprecyzyjny, za to bardzo subtelny. Wszystko choć pierwszy raz, robił z niesamowitym wyczuciem. W końcu się zatrzymał, zdyszany choć wszystko jeszcze przed nami, spojrzał mi w oczy i zapytał
-Na pewno tego chcesz?
-Jeszcze raz mnie o to zapyt – zatkał mu usta pocałunek. Milion pocałunków, każdy równie wyjątkowy. Sięgnął po spodnie i wyciągnął portfel.
-Czekoladowa ?
-Do cholery zrób to! – krzyknęłam, bo nie miałam ochoty na rozmowę, tylko na działanie.
Wyciągnął prezerwatywę z opakowania i nałożył na swojego bakłażana hahaha( Ola pozdrawiam ;))
Po niecałej minucie, był już we mnie. I nie było odwrotu. Ruszał biodrami coraz szybciej, co chwilę spoglądając na mnie, czy aby wszystko w porządku. Jego oddech z każdą minutą przyspieszał. Z moich ust wydobywały się ciche jęki, którymi próbowałam dać mu do zrozumienia, jak cholernie mi z nim dobrze. .miłego czytania..
21.03.2011 o godz. 09:08

♥♥ ♫♫♫ ♫♫♫ ♥♥ ♫♫♫♥♥ ♫♫..
Tagi: ...
20.03.2011 o godz. 20:19

kogo wolicie??
20.03.2011 o godz. 19:41

justinek..
Tagi: zdiecia
20.03.2011 o godz. 16:49

..
Tagi: zdiecia
20.03.2011 o godz. 15:50

Rozdział 6

Obudziłam się po jedenastej, kiedy zeszłam na dół rzeczywiście okazało się, że jestem sama. To było dziwne, ale nie chciałam się nad tym zastanawiać. Wróciłam na górę i napisałam sms’a do Pattie o następującej treści ‘Może mi Pani zdradzić dokąd Justin zabiera mnie wieczorem?’, nie oczekując na odpowiedź poszłam wziąć kąpiel. Ubrałam się w dres i zeszłam zrobić sobie śniadanie. Kiedy wracałam na górę, usłyszałam dźwięk mojej komórki. Wbiegłam do pokoju i odebrałam.
-Tak? – zapytałam, bo nie miałam nawet czasu, by spojrzeć kto dzwoni.
-Dzień Dobry księżniczko. Jak spałaś?
-Cudownie, bo z Tobą. – odpowiedziałam, a na mojej twarzy natychmiast pojawił się szeroki uśmiech.
-Nie podoba mi się to, że nie potrafisz być cierpliwa. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, moja droga – zaśmiał się cicho.
-Ohhh po prostu chciałam się przygotować, nie lubię niepewności. Skąd mam wiedzieć, może to będzie opera ? Nie byłoby Ci głupio, gdybym poszła do opery w dresie ? – wybuchnęłam śmiechem.
-Głupek, na pewno powiedziałbym Ci, żebyś natychmiast się przebrała. Ale okej, skoro chcesz wiedzieć, musisz się ubrać całkiem elegancko. – odpowiedział z nutką tajemniczości.
-Suknia balowa? Nawet takiej nie mam.
-Nieeee, to nie będzie bal, ani opera. Ubierz jakąś sukienkę, zresztą wrócę to Ci pomogę.
-Zapomniałam, mianowałeś się ostatnio na mojego osobistego stylistę. W takim razie czekam na Ciebie bardzo niecierpliwie.
-Musisz nad tym popracować kochanie, bo mam dla Ciebie złą wiadomość – w jego głosie wyczułam smutek.
-Coś się dzieje?? Wyjeżdżasz …Na jak długo ? – zapytałam i czułam, że nogi mam jak z waty. Spodziewałam się tego, ale nie sądziłam, ze nastąpi to w tak krótkim czasie. Dopiero co tu przyjechałam, zaczęłam się cieszyć tym, że przez jakiś czas będziemy tylko dla siebie. Zmartwienia odejdą w niepamięć i przez jakiś okres czasu, nie będziemy musieli myśleć nad tym co dalej.
-Na tydzień. Szybko minie, potem wrócę na kilka dni i znów znikam na okrągły miesiąc.
-COOO? Cały miesiąc ? Nie wytrzymam bez Ciebie tyle czasu – usiadłam na łóżku zrezygnowana.
-Haniu nie mówmy o tym teraz, jak wrócę to porozmawiamy. Nauczymy się tego. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Muszę kończyć, mam jeszcze mnóstwo spraw do załatwienia. Będę w domu za niecałe 2 godziny. Tylko proszę ..nie myśl o tym. Nie chcę żebyś była smutna. Obiecasz mi to ?
-Nieee…Nie potrafię o tym nie myśleć. Nieważne. Załatw to co masz do załatwienia, wrócisz to pogadamy.
-Haniu ..- nie usłyszałam co mówił dalej, bo rozłączyłam się. Szybko znalazłam numer Diany.
-No dobierz! – błagałam –No wreszcie!
-Mam lekcje, musiałam wyjść z Sali. Co się dzieje?
-On wyjeżdża rozumiesz ? Na miesiąc. Przecież ja umrę bez niego..Niecały tydzień bycia razem, a ja już wariuję. Powiedz, co będzie po roku ? Chyba każdy jego wyjazd będzie dla mnie mega cierpieniem.
-Haniaa, ale Ty wiedziałaś o tym. Miałaś świadomość, że tak będzie. To jest jego praca, nie może z niej zrezygnować. Nie udawaj teraz wielkiego rozczarowania, bo to wszystko było tylko kwestią czasu.
-Wiem, wiem! Ale do tej pory nie zdawałam sobie z tego sprawy, nie myślałam o tym, miałam chyba nawet cichą nadzieję, ze to wszystko przyjdzie, ale ..kiedyś. A nie po tygodniu. Rozumiesz ?
-Kiedy Ci o tym powiedział ?
-Dzisiaj.
-A kiedy wyjeżdża ?
-Nie wiem. Najpierw jedzie na tydzień, potem wróci i wyjedzie na cały miesiąc. Nie wiem czy sobie z tym poradzę, czy będę miała tyle siły..
-Dokąd wyjeżdża ?
-Nie wiem, nic nie wiem. Rozłączyłam się , nie chciałam z nim o tym rozmawiać.
-Hanka, czy Ty jesteś normalna? Znów popełniasz niewiarygodny błąd, takim zachowaniem robisz mu na pewno wielką krzywdę, Wy macie się wspierać! Nie możesz mieć do niego pretensji, nie masz prawa się obrażać. WIEDZIAŁAŚ, ZE TAK BĘDZIE! Hanka do jasnej cholery! – krzyknęła.
-Nie denerwuj się – szepnęłam.
-Nie denerwuj się ? Myślałam, że jesteś mądrzejsza. Możesz się nawet na mnie obrazić, ale wiem, ze mam rację. Teraz Ty zachowujesz się jak dziecko. Poziom Caitlin. Musisz z tego wybrnąć. Pokazać mu, że jesteś silna, że dasz radę. Inaczej i on będzie niespokojny, a chyba nie chcesz, by to wszystko, odbijało się na jego pracy i tym co robi.
-Nie chcę ..Ale co mam robić ? Udawać ? Twoim zdaniem to jest wyjście z sytuacji ?
-Nie udawać, tylko naprawdę ..dziewczyno weź się w kupę i przestań histeryzować. Traktujesz to jak niespodziankę. Jeszcze najlepiej powiedz mu ‘Sorry Justin, ale ja chyba nie dam rady, wolę to skończyć nim będzie za późno’, a wtedy obiecuję, że wezmę patelkę i tak Ci przywalę w ten pusty łeb, że pożałujesz tego do końca życia!
-Haha przestań.
-To jest zabawne? Ja Ci próbuję przemówić do rozsądku, nie bądź głupia i nie łudź się. Wiesz na czym polega związek ? Na wspieraniu się, a zapewniam Cię skarbie, że niedługo dojdzie do tego wszystkiego zazdrość. Otwórz oczy i nie oszukuj się. Musisz być świadoma, po co Ci jakiekolwiek rozczarowania ?
-Czasem żałuję, że jesteś tak cholernie szczera.
-Wolałabyś żebym Ci mydliła oczy stwierdzeniami ‘Nie martw się, wszystko będzie dobrze?’. Nie na tym polega przyjaźń.
-Wiem. Dziękuje Ci za wszystko, wbiję sobie do głowy to wszystko co powiedziałaś i obyś miała rację. Przyjmę postawę purple ninja! Haha
-Hahaha jesteś szurnięta. Muszę wracać do klasy. Dzwoń jak tylko będzie się coś działo.
-Kocham Cię mała i dziękuje.
-Nie ma za co, przecież wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Też Cię kocham – odpowiedziała i rozłączyła się. Rozmowa z Dianą dała mi do myślenia. Muszę się ogarnąć, przestać histeryzować i udowodnić mu, że jestem tu dla niego i żadna sytuacja nie będzie mi straszna. Zeszłam na dół, rozłożyłam się na kanapie, włączyłam TV i próbowałam zrelaksować. Po nie całych dwóch kwadransach z wielkim hałasem do domu wszedł Justin z Pattie.
-Haaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaania! – krzyknął
Z niechęcią podniosłam się z kanapy i ruszyłam do kuchni.
-Cześć kochanie – podszedł do mnie i dał mi małego całusa.
-Dzień dobry.
-Jadłaś coś dziecko ? Pewnie umierasz z głodu, w sumie ja też. Co zjemy ? – zapytała Pattie.
-Cokolwiek mamo, co dzień nad tym dumasz, a przecież wiadomo, że zjemy wszystko co przygotujesz.
-Problem w tym, ze ja nie mam dziś ochoty na zabawę w kucharza. Macie do wyboru, pizza albo chińskie żarcie, więc?
-Chińskie żarcie !
-Pizza!
-Serio ? – zapytała i zaczęła się śmiać.
-Dobra zjedzmy pizzę – odpowiedziałam.
-Nieeee, to niech będzie chińszczyzna.
-Ale ja naprawdę zjem pizze. – naciskałam.
-Dobra mamo, Ty wybieraj. Bo nam, jak widać jest obojętne – uśmiechnął się do mnie.
-Dobra dzieciaki, zamawiam jedno i drugie.
Zjedliśmy obiad i poszłam z Justinem na górę. Usiedliśmy na łóżku i pierwsze 5 min zleciało nam na milczeniu.
-Dokąd wyjeżdżasz ?
-Najpierw Tokyo, potem Berlin. To tylko tydzień, poradzimy sobie – schował moje dłonie w swoich.
-Wiem, rozmawiałam z Dianą.
-O czym ?
-O tej sytuacji, ale nie będę Cię wprowadzać w szczegóły- uśmiechnęłam się – Po prostu wiem teraz jakie mam obowiązki i podołam im. Chcę żebyś wiedział, że zawsze masz we mnie wsparcie.
-Wiem o tym. Pewnie też tak bym zareagował, ja też myślałem..miałem nadzieję, ze wszystko przyjdzie trochę później. Ale nie ja to wybieram.
-Wiem. Nie musisz mi tego tłumaczyć. Żyjmy teraźniejszością, nie myślmy o tym co będzie później ..Damy radę, choć będzie niebywale ciężko.
-Ojj mała – przytulił mnie – Jak się czegoś pragnie, to nie ma rzeczy niemożliwych. no,i jak???miłego czytanka..
19.03.2011 o godz. 22:21